Alfons Zgrzebniok urodził się 16 sierpnia 1891 roku w Dziergowicach pod Koźlem. Był pierwszym z dziewięciorga dzieci Franciszka i Tekli. Ojciec Alfonsa był szewcem a matka pochodziła z flisackiej rodziny, był więc od najmłodszych lat wychowywany w atmosferze szacunku do uczciwej pracy, która jako jedyna może dać prawdziwą satysfakcję. To zaprocentowało w jego późniejszym życiu. W wieku sześciu lat rozpoczął obowiązkową naukę w szkole powszechnej. Mimo, że był ponadprzeciętnie zdolny, naukę w gimnazjum rozpoczął z rocznym opóźnieniem. Powodem była słaba znajomość języka niemieckiego, który musiał podszlifować na rocznych korepetycjach w Wodzisławiu. Nieznajomość ta nie wynikała z nieuctwa, ale z kultywowanej od pokoleń w jego rodzinie polskości. Szkołę średnią ukończył wreszcie w roku 1909. Będąc uczniem, dał się poznać jako buntownik, niepokorny Polak, z którego Cesarstwo pożytku mieć nie będzie. Za przynależność do tajnej organizacji o mały włos nie został wyrzucony ze szkoły z wilczym biletem. Pogrzebałby to nadzieje rodziców na lepszy los dla syna. Uniknął tego jedynie ze względu na bardzo dobre „rokujące  na przyszłość” wyniki w nauce.

 

Gimnazjum ukończył z wysoką notą, po czym przez krótki czas studiował w Seminarium Duchownym we Wrocławiu, co jednak niezbyt odpowiadało siedzącej w nim rogatej duszy. Zrezygnował ze stanu kapłańskiego i wstąpił na Uniwersytet Wrocławski, gdzie studiował teologię, filozofię i ekonomię. Nie zrezygnował też z działalności konspiracyjnej, został członkiem Związku Młodzieży Polskiej „ZET”, którego głównym celem programowym było dążenie do niepodległości Polski. Naukę przerwał wybuch wojny. Alfons Zgrzebniok został powołany do „służby cesarzowi” i skierowany na front zachodni. Jego wojenna historia też musiała być ciekawa, o czym świadczy uzyskanie stopnia porucznika, co z kartoteką „buntownika” wcale nie było proste. Niestety, nie dotrwały do naszych czasów dokumenty i nie sposób dziś ustalić, za co konkretnie oberleutnant Zgrzebniok dostawał kolejne awanse. Wiadomo jedynie, że trzykrotnie został raniony.

 

Po powrocie z frontu wrócił do działalności konspiracyjnej, szybko stał się jednym z przywódców Polskiej Organizacji Wojskowej, która przygotowywała powstanie. Motorem do działania pobudzającym spiskowców była Polska, która po ponad stuletniej niewoli budziła się do życia. Śląsk musiał do niej czym prędzej dołączyć. Cel ten, w opinii Zgrzebnioka i członków POW można było osiągnąć jedynie poprzez zbrojne wystąpienie, a do tego potrzebna była broń. Tutaj pomocną okazała się pomysłowość i, co tu ukrywać, bezczelność Alfonsa. Przebrany w mundur niemieckiego oficera pojawił się w koszarach Grenzschutzu w Koźlu gdzie przedstawił fałszywe rozkazy, z których wynikało, że przeprowadza tajną operację na zlecenie samego Berlina. Nie niepokojony przez nikogo wywiózł broń i amunicję przez główną bramę żegnany salutem wartownika. „Numer” ten powtarzał wielokrotnie. W podobny sposób uchronił jedną z konspiracyjnych zbrojowni wytropioną przez niemiecką policję. Jako niemiecki oficer zaproponował swoją pomoc i wywiódł policjantów na manowce. W końcu jednak szczęście się od niego odwróciło. Może był zbyt pewny siebie, a może Niemcy nie byli tacy głupi za jakich ich uważał, grunt, że na początku marca 1919 roku został aresztowany. Żywot aresztanta w raciborskim więzieniu nie przypadł mu do gustu, zatem z pomocą przyjaciół opuścił jego mury zapomniawszy o tym fakcie poinformować strażników. Jednym słowem uciekł. Wystosowano za nim list gończy, w którym określono go „największym polskim bandytą w okręgu kozielskim”. Musiał się ukrywać. W kwietniu wraz z czteroosobową delegacją POW przekazał generałowi Józefowi Dowbor – Muśnickiemu decyzję o rozpoczęciu powstania. W sierpniu został komendantem Polskiej Organizacji Wojskowej i jednym z dowódców pierwszego powstania śląskiego. Trwało ono zaledwie dziesięć dni i z punktu widzenia wojskowego nie było zbyt udane, ale dało władzom niemieckim wyraźny sygnał: Ślązacy nie pogodzą się z ich rządami. Rok później stanął na czele drugiego powstania. Czas pomiędzy jednym a drugim zbrojnym wybuchem spędza w Sosnowcu, powrócił dopiero, kiedy Niemcy zostali zmuszeni przez państwa zwycięskie do ogłoszenia amnestii i kontynuował swoją działalność aż do wybuchu trzeciego powstania śląskiego, w którym pełnił funkcję doradcy przy sztabie 1 Dywizji Wojsk Powstańczych.

Hotel Lomnitz

W 1920 roku Alfons Zgrzebniok brał aktywny udział w pracach zorganizowanego przez Wojciecha Korfantego Polskiego Komisariatu Plebiscytowego w Bytomiu, którego siedziba mieściła się w hotelu „Lomnitz”. 27 maja niemieckie bojówki dokonały na niego zbrojnej napaści, którą jednak udało się odeprzeć m.in. dzięki Zgrzebniokowi dowodzącemu obroną. W tym to zresztą budynku podjęto po niekorzystnym dla Polski wyniku plebiscytu decyzję o wybuchu trzeciego powstania śląskiego.

 

Po powstaniach Alfons Zgrzebniok został nauczycielem łaciny w Gimnazjum Klasycznym w Królewskiej Hucie (obecnie Chorzów), założył też w roku 1923 Związek Powstańców Śląskich. Pochowany został, zgodnie z własną wolą, w kwaterze dowódców powstańczych na cmentarzu w Rybniku. Na nagrobku wykuto mu słowa Hymnu Śląskiego autorstwa Stanisława Rybki do muzyki Feliksa Nowowiejskiego: „Minęły już wieki niewoli, kajdany rozszarpał śląski lud. A z krwi naszej, z tego co boli, Ojczyzna powstała jako cud”.

 

Alexander Degrejt