Decyzję o przyznaniu tego tytułu Banderze podjął ustępujący z urzędu prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko. Starania o to podejmowała Lwowska Rada Obwodowa, chcąca pośmiertnie uczcić jego pamięć.
Stepan Bandera był przywódcą jednej z frakcji OUN, której zbrojne ramię, UPA, jest odpowiedzialne za prowadzone od wiosny 1943 roku czystki etniczne ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Według polskich badaczy zginęło wówczas od 100 do 150 tysięcy osób.
Zdaniem Ewy Siemaszko, autorki książki „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945” duża rzesza mieszkańców zachodniej części Ukrainy zna historię i fakty związane z Banderą i jego niechlubne działania wobec Polaków, ale wciąż silne są środowiska, którym zależy na wymazaniu tej karty z historii Ukrainy.
- Popularność UPA i Bandery jest wysoce niepokojącym zjawiskiem, bo korzenie tej organizacji tkwią w faszystowskich ruchach. Ukraińcy wolą widzieć w swoich ojcach bohaterów, a nie morderców. Mniejszy zasięg ma to na wschodniej Ukrainie, ale i tam zaczyna przenikać ten najgorszy nacjonalizm – przyznaje Siemaszko.
- Dopiero dojście Wiktora Juszczenki do władzy w 2004 roku spowodowało, że rozpoczęto gloryfikację morderców, nadając im tytuły pośmiertne bohaterów Ukrainy. Wyróżniono nimi m.in. Stepana Banderę i Romana Szuchewicza - zaznaczył Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
MiWi/Polskieradio.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

