Raz po raz słychać głosy, jakoby Donald Tusk miał zawalczyć o prezydenturę w roku 2020. Tym razem kolejny głos do tego życzeniowego trelu opozycji dołączył Grzegorz Schetyna. 

Grzegorz Schetyna na briefingu w Poznaniu był pytany o słowa Ewy Kopacz z „Rzeczpospolitej”:

„Że będzie świetnym prezydentem Polski w przyszłości, w to wierzę… Natomiast to kwestia takiej dobrej koincydencji czasowej, bo on – jestem przekonany – zakończy swój mandat pod koniec 2019 roku, a wybory prezydenckie są wiosną 2020 roku. Uważam, że to z natury rzeczy będzie wymuszać ze strony opozycji budowanie pomysłu otwartej współpracy, a jednocześnie skutecznego pomysłu, żeby wygrać z kandydatem PiS. Tak, to wyzwanie. Mam satysfakcję, że ten pomysł pokazałem i tę możliwość partii i środowisk opozycyjnych, obywatelskich parę tygodni temu. To ciągle jest dobry pomysł”.

Pomysł może i dobry, ale czy realny? Kopacz, czy Schetyna mogą mieć pobożne życzenia, ale co się stanie gdy: Platforma Obywatelska za parę lat zupełnie straci poparcie, Ryszard Petru zechce walczyć o prezydenturę na własną rękę, a Mateusz Kijowski dołączy do tej eskadry? 

daug