Donald Tusk i jego trampkarze przy pomocy rezerwowych graczy z PSL i RPP dali ludziom, w tym swoim własnym wyborcom, w mordę. Bo tylko tak można nazwać uchwalenie „reformy” emerytalnej pomimo sprzeciwu ogromnej większości społeczeństwa. Premier pokazał, że będzie rządził jak mu się podoba a każdy, kto ma inną wizję Polski niż on sam może mu nadmuchać. Przepraszam za dosłowność, ale nie znajduję po prostu innego określenia na butę, pychę i arogancję szefa rządu. Czekam tylko kiedy Słońce Peru niczym Król Słońce zakrzyknie „Państwo to ja!”. Po głosowaniu emerytalnym jestem gotów się założyć, że w zaciszu gabinetu już to zrobił a przed kamerami udaje głupiego tylko dlatego, żeby nie narazić się na oskarżenie o „łamanie standardów demokracji”. Co prawda prawie wszystkie już dawno zostały złamane, jednak oficjalnie wciąż mamy wybrany „demokratycznie” parlament, który może się postawić zapędom satrapy. Teoretycznie, bo jak jest w rzeczywistości każdy widzi: posłowie zamiast reprezentować Naród, wyborców, którzy powierzyli im pieczę nad wspólnym dobrem jakim jest nasz kraj wykonują rozkazy Donalda Tuska i czynią zadość jego chorym ambicjom.


Na szczęście nie wszyscy „poddani” jego wysokości chowają głowy w piach i pokornie wstają (niczym dobry wojak Szwejk wymawiający imię Najjaśniejszego Pana) kiedy na ekranie telewizora pojawi się twarz premiera. Związkowcy z „Solidarności” pokazali na co ich stać blokując na kilka godzin budynek sejmu. Przerażone miny posłów, którzy do tej pory myśleli, że mogą bezkarnie kpić z ludzi, to było naprawdę coś, na co warto było poczekać. A to dopiero początek. Jeżeli panowie posłowie i panie posłanki myślą, że ludzie się wyszumieli, para poszła w gwizdek i już po wszystkim to srogo się zawiodą. Ludzie wreszcie powiedzieli „dość!”, granice ich wytrzymałości zostały przekroczone i teraz nie mają już nic do stracenia. Już za parę chwil Donaldowi Tuskowi pozostaną tylko dwa wyjścia: podać się do dymisji wraz z całym rządem, doprowadzić do rozwiązania parlamentu i rozpisać nowe wybory albo wymóc na prezydencie Komorowskim wprowadzenie stanu wyjątkowego. Jak skończy się ten drugi wariant łatwo przewidzieć.


Co wybierze Tusk? Jestem prawie całkowicie pewny, że wariant drugi.


Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” - te słowa towarzysza Wiesława szef rządu ma wypisane na twarzy, słychać je, widać i czuć za każdym razem, kiedy zabiera głos. Taki człowiek nigdy dobrowolnie nie odda niczego, co raz wziął. Jeżeli chcemy odspawać go od koryta, jeżeli chcemy pozbawić go władzy, musimy zrobić to siłą. Nie, spokojnie, nie siłą militarną. Siłą, która jest w jedności. Musimy się zjednoczyć tak jak robiliśmy to już w historii wielokrotnie i pokazać kto w Polsce ma władzę a kto jest jedynie czasowym przedstawicielem tejże władzy. Bo pewnym ludziom chyba się we łbach poprzewracało i wyobrazili sobie, że Naród obdarzając ich zaufaniem (chyba cały Naród był pijany albo na ciężkim kacu) w dniu wyborów oddał się dobrowolnie w ich ręce i od tej pory mogą robić co chcą. Jeżeli nie pomoże kilkugodzinna blokada sejmu – trzeba zablokować sejm na kilka dni. Trzeba tworzyć obywatelskie projekty ustaw i zbierać podpisy by musiały one trafić pod obrady sejmu. Trzeba nachodzić biura poselskie i zadawać naszym „przedstawicielom” pytania, składać żądania i ciągle przypominać, że słowo minister nie znaczy władca, ale sługa. I musimy wykazać się w tych działaniach żelazną konsekwencją, grać na zmęczenie (a nawet zamęczenie) przeciwnika. I zwyciężymy. Bo jest nas więcej, bo mamy silną motywację i – przede wszystkim – bo mamy rację.

 

Alexander Degrejt