Zamiast tego, lekarze pozwalają dziecku po prostu wrócić do domu, co wiąże się z usunięciem umożliwiającego mu oddychać wentylatora. De facto, to wyrok śmierci dla chłopca.
Alex Schadenberg ze współpracującej z rodziną dziecka Euthanasia Prevention Coalition mówi, że taka decyzja jest nie przyjęcia. - Oni muszą zrobić tracheotomię - przyznaje z kolei dr Paul Byrne, neontalog z blisko piędziesięcioletnim doświadczeniem, były prezes Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy.
London Health Sciences Centre, gdzie "Baby Jospeph" przebywa od października, broni odmownej decyzji, argumentując, że tracheotomia jest wskazana dla dorosłych pacjentów, nie zaś dla Josepha, który cierpi na progresywną chorobą neurodegeneracyjną, która jest śmiertelna.
Szpital prosi Ontario’s Office of the Public Guardian o zgodę na usunięcie małemu Josephowi wentylatora, na co nie chcą zgodzić się rodzice. - To straszne - komentuje dr Byrne i dodaje, że w całej swojej praktyce lekarskiej nigdy nie podjął takiej decyzji.
Stwierdzenie u chłopca "stanu wegetatywnego" dr Byrne nazywa wysługiwaniem się sloganowymi określeniami, takimi jak "śmierć mózgowa", które "wynaleziono po prostu, by mieć serca do przeszczepów".
Nawet lekarz ze szpitala, w którym przebywa "Baby Joseph", przyznaje, że zabieg tracheotomii może przedłużyć dziecku życie, ale "nie spowoduje poprawy samopoczucia i może obniżyć jakość życia". Medycy z tegoż szpitala rozważają, czy nie podjąć działań prawnych przeciw osobom, które nazywają ich decyzję w sprawie Josepha Maraachli "zabójstwem" i porównują do eutanazji.
eMBe/LifeSiteNews/WinnipegFreePress
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

