Oczywiście 10 kwietnia wywieszę dużą flagę na balkonie, a mniejsze umieścimy z żoną na naszych autach. Na pewno tego dnia przyjdę również na Krakowskie Przedmieście oraz na jedną z Mszy świętych w intencji ofiar katastrofy, najprawdopodniej na tą o godz. 19:00 w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela.

Chciałbym także zobaczyć koncert, który ma się odbyć po południu, choć chyba jeszcze nie została podjęta ostateczna decyzja, co do jego miejsca. Wiem też, że o godz. 8:41 w Warszawie mają zawyć syreny i klaksony samochodów. Mam nadzieję, że również w tej chwili będę mógł uczestniczyć.

To bardzo ważne, żeby tego dnia dać zewnętrzny wyraz pamięci o katastrofie smoleńskiej. Wywołała ona rodzaj wzmożonego poczucia wspólnoty wśród Polaków, wspólnoty związanej z żałobą, która w jakiś sposób zrealizowała się pod Pałacem Prezydenckim w sensie miejsca. Myślę jednak, że oprócz upamiętnienia samej katastrofy jako zdarzenia, jest jeszcze pamięć właśnie o tej wspólnocie.

W potoku uciekającego życia, przeróżnych spraw, rozbicia opinii publicznej ważne jest, żeby zobaczyć, ilu ludzi żyje tą sprawą, ilu ludzi odczuwa podobnie. Dla mnie ta katastrofa jest jakimś wielkim signum, wielkim punktem zwrotnym, z konotacjami historycznymi i bardzo konkretnymi konsekwencjami w naszej rzeczywistości codziennej.

Dlatego na Krakowskie Przedmieście idę, żeby uczcić ofiary katastrofy, ale także po to, żeby zobaczyć, ilu nas jest, nas w podobny sposób myślących. Gdybym oglądał tylko media głównego nurtu, myślałbym, że to jakaś zdecydowana mniejszość, a to nieprawda.

Bycie w pewnym miejscu, uczestnictwo, czy to we Mszy świętej, w koncercie, czy zgromadzeniu to coś szalenie konkretnego. To jest bycie tu i teraz. Prócz odwoływania się do tego, co było, przeżywamy to teraz, uobecniamy w jakiś sposób. Przez swoje uczestnictwo nadajemy znaczenie rocznicom.

not. eMBe

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »