Marta Brzezińska: Jak Pan spędza Święta Bożego Narodzenia? Może ma Pan jakieś bardzo konkretne zwyczaje związane z tym czasem?
Przemysław Babiarz: Święta nieodmiennie od wielu lat spędzam w moim rodzinnym domu, w Przemyślu. To jest taki żelazny zwyczaj, który w całym życiu złamałem tylko kilka razy (śmiech). Zawsze jeżdżę do Przemyśla, gdzie się urodziłam, a gdzie mieszka moja mama, siostra, cała rodzina. Tak samo będzie i w tym roku.
Czym są dla Pana Święta Bożego Narodzenia? Co w tym szczególnym czasie jest dla Pana najważniejsze?
Boże Narodzenie to zawsze takie Święta, który wypadają w najtrudniejszym dla człowieka momencie roku. W tym czasie jest najciemniej. A z drugiej strony – to są najbardziej radosne Święta (tu trzeba dopowiedzieć, że Święta Wielkanocne, najważniejsze dla nas, chrześcijan, są nieco innego rodzaju radością). Zwykło się mówić, że Święta Bożego Narodzenia są takie rodzinne i ciepłe, co uwypukla pewien kontrast, bo na zewnątrz jest zwykle – delikatnie mówiąc – niesprzyjająca radości aura, ciemno i zimno. Dlatego w tym czasie mamy szczególną predyspozycję, by być razem i świętować razem. I w związku z tym, to są dla nas Święta wielkich kontrastów.
Kontrastów?
Sama istota przyjścia na świat Syna Bożego jest jakimś niebywałym kontrastem! Po pierwsze, Pan Bóg staje się człowiekiem i rodzi się jako człowiek. A po drugie, rodzi się jako bezbronne dziecko, czyli samego siebie powierza w ręce ludzi. To jakieś niebywałe zaufanie! Niebywałe otwarcie ze strony Pana Boga. To taka miłość, której z żadną inną nie da się po prostu porównać. Pan Bóg staje się małym, bezradnym dzieckiem – proszę zauważyć, że to też jest taki rodzaj wielkiego kontrastu, bo Bóg zwykle kojarzy nam się z kimś potężnym, wszechmocnym. To kolejny kontrast i wielka próba dla naszej wiary, umysłów i serc. Tę próbę wciąż powtarzamy co roku, bo przygotowując się do Świąt poprzez Adwent, wciąż na nowo to sobie uświadamiamy. To też bardzo ważna sprawa – Święta Bożego Narodzenia nie są tylko wspomnieniem wydarzeń sprzed ponad dwóch tysięcy lat! To – przynajmniej dla mnie - uobecnienie tamtego wydarzenia, przeżywanie go na nowo za każdym razem, zarówno w sobie, jak i wśród najbliższych. Tylko wtedy te Święta mają taki sens i tylko wtedy dają człowiekowi impuls do przemiany.
Czego Przemysław Babiarz życzyłby na Święta Czytelnikom Fronda.pl?
Przede wszystkim wielkiej odwagi. Ale odwagi płynącej oczywiście z wiary. Człowiek sam z siebie może być odważny na chwilę, a później coś znienacka może tę odwagę złamać. Poleganie tylko i wyłącznie na własnych siłach jest po prostu nieroztropne, w przeciwieństwie do pokładania nadziei w Panu Bogu. Ale także i w innych ludziach, bo Pan Bóg działa również poprzez nas na innych, jak i poprzez innych na nas. Tę nadzieję pokładajmy więc w Panu Bogu, a także w różnego rodzaju wspólnotach, w których przebywamy, w rodzinie, we wspólnocie, jaką jest Kościół. Ja życzę tej wielkiej odwagi, bo wydaje się, że czasy są szczególnie trudne, a idą jeszcze trudniejsze. Ale to nie znaczy, że nie mamy być radośni i iść z podniesioną głową. Przygnębienie to nie jest metoda, żeby przetrwać te trudne czasy. Życzę więc takiej odwagi, której źródłem jest sam Pan Bóg i Jego narodzenie pośród nas. Można by po ludzku rozumować, że narodzenie Boga, jako człowieka i wśród ludzi, było także niebywałą odwagą, więc czerpy tę odwagę, patrząc na Dzieciątko Jezus i na Matkę Bożą ze św. Józefem – oni także musieli być niebywale odważni, podjęli się dalekiej podróży, a potem musieli jeszcze uciekać Herodem. Byli nieustannie w drodze. A żeby być w drodze, to trzeba mieć i nadzieję, i wiedzieć, dokąd się zmierza, oraz mieć poczucie sensu swojej podróży, a przede wszystkim mieć odwagę. A więc, tej odwagi, poczucia sensu i celu – bardzo serdecznie na ten 2013 rok życzę.
Rozmawiała Marta Brzezińska
