Jeszcze kilka miesięcy temu American Society for Reproductive Medicine jasno stwierdzało, że ryzyko zapłodnienia pozaustrojowego dla dziecka w przypadku, gdy matka ma powyżej 50 lat jest zbyt wysokie. Teraz jednak, w nowych standardach etycznych, zapis ten wykreślono, a zamiast niego znalazło się sformułowanie, że wiek 50-54 lata nie jest tak znaczącą daną, by uznawać, że zapłodnienie in vitro komórkami jajowymi od dawczyń jest moralnie nieakceptowalne.

I żeby nie było wątpliwości. Zmiana ta nie ma nic wspólnego z wynikami badań. Stowarzyszenie przyznaje, że nie wie, jakie jest ryzyko takiego zapłodnienia bowiem brakuje danych na ten temat. Co zatem skłoniło bioetyków do zmiany? Zapotrzebowanie społeczne, czyli mówiąc wprost kaska. W dokumencie mowa jest o tym, że kobiety po 50. w ponownych związkach mogą znowu zapragnąć dziecka z nowym partnerem. „Biorąc pod uwagę możliwość, że także po menopauzie para lub jednostka może niezwykle mocno pragnąć potomstwa byłoby błędem odmawiania kobietom wykorzystania darowanych komórek jajowych czy zarodków, wyłącznie z powodu ich wieku” - oznajmiają autorzy standardów.

Dobro dzieci, które będą wychowywane przez osoby w wieku dziadków czy fakt, że rodzice mogą umrzeć niezwykle wcześniej wcale nie rusza autorów dokumentów. Wspominają oni wprawdzie o tym problemie, ale pomijają go milczeniem. I to wiele mówi o stosunku przemysłu zapłodnienia pozaustrojowego do swoich produktów. A do tego w zasadzie nie ma w tym nic zaskakującego. Jeśli uznać, że dorośli mają prawo do dziecka, bez względu na koszty, to taka decyzja jest tylko prostą konsekwencją tego założenia.

TPT/Bioedge.org