„Code Blue” zachwycił publiczność w wielu europejskich krajach. Polscy krytycy rozpływają się w zachwytach nad obrazem Polki. „Bohaterką filmu jest Marian (Bien de Moor), pielęgniarka pracująca na oddziale paliatywnym. Matka śmierć. Dla pacjentów potrafi być czuła i delikatna. Dla siebie jest przede wszystkim okrutna. Zakaziła zdrowe organy. Egzystencjalna gangrena dopada ją każdego dnia.[…] Marian mieszka w luksusowym apartamencie ze zniewalającym widokiem, wnętrza jej domu są schludne, minimalistyczne, gustownie urządzone, tylko gdzieniegdzie kłębią się nierozpakowane kartony, a zamiast łóżka widzimy zdezelowany materac. Chwilowy luksus, wieczna depresja. Code Blue”- pisze Łukasz Maciejewski w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. „Marian gładzi ich zimne dłonie, zabiera pacjentom prywatne grzebienie z puklami siwych włosów, dotyka przedmioty, pieści w dłoniach. Ale im bardziej jest czuła na zapachy funeralne, tym gwałtowniej pożąda ścieku w życiu. Interesują ją tylko mocne akty. Poniżenie, gwałt, przemoc. Pornografia sytuuje się obok "Doktora Żywago" Leana i fragmentów "Niewolnicy Isaury", którą Antoniak z pewnością zapamiętała z pobytu w Polsce”- pisze krytyk. Posiłkuję się jego tekstem bowiem sam filmu nie oglądałem a jego opis wydaje się adekwatny. Teraz reżyserka tego szokującego obrazu, który według niektórych ociera się o skrajną perwersję oznajmia w wywiadzie dla portalfilmowy.pl, że chciałaby zrobić film o Jezusie.
„Mam na przykład scenariusz dla Andrzeja Chyry pt. „Towarzysz Jezus”. Bardzo chciałbym z nim zrobić taki projekt. Pamiętacie Teoremat Piera Paolo Pasoliniego? W „Teoremacie” postać, która pojawia się w życiu bohaterów to jest taki niby anioł, taka boskość, która przychodzi do gospodarstwa domowego. A ja chciałabym, żeby u mnie to był towarzysz Jezus. Żeby przyszedł do polskiej rodziny, w której najmłodszy syn idzie na księdza”- mówi Antoniak i dodaje, że chciałaby umieścić akcję w Polsce w 2011 roku. „Towarzysz Jezus, przychodzi do Polskiej rodziny i staje się jej gościem. Ale, jak to bywa z gośćmi, on nie chce wyjść. Cała rodzina ma problem, bo: kląć nie wolno, myć się trzeba i w ogóle należy uważać na wszystko. Ale, z drugiej strony, jak tutaj Jezusowi powiedzieć żeby wyszedł, bo już mamy go dosyć?”- opowiada reżyserka. Na pytanie dziennikarzy portalu czy Jezus ma być sportretowany jako socjalista, reżyserka odpowiada: „Tak, oczywiście. Chodzi mi o pokazanie tego, że Jezus jest tak naprawdę bardzo radykalny. Polacy mieli dwie głębokie idee, po których prześlizgnęli się po powierzchni, czyli chrześcijaństwo i komunizm. A tutaj przychodzi towarzysz Jezus, który uosabia je obie i mówi do syna: Dlaczego masz szanować ojca? Dlaczego? Chrzań to. Kto powiedział, że on jest lepszy niż ty? Jest lepszy, bo jest starszy? Chciałabym zrobić właśnie taki film. Ja strasznie kocham Luisa Bunuela. On jest dla mnie fantastyczny. Dziwię się, że w Polsce Bunuela mało się zna, bo on jest bardzo polski”.
Louis Bunuel był niezwykle lewicowym twórcą, który w swoich filmach atakował burżuazję niczym najlepsi komuniści. Atakował on radykalnie również chrześcijaństwo. Robiął to czasami w oryginalny sposób mawiając: „Jestem ateistą... dzięki Bogu!”. Reżyserka w wywiadzie dla serwisu portalfilmowy.pl przyrównuje w pewnym stopniu komunizm do chrześcijaństwa, co jest totalnym absurdem bowiem te dwie idee ( jeżeli nawet tak potraktujemy naszą religię) się nawzajem wykluczają. Pogląd że Jezus był lewicowcem jest popularna wśród artystów i zamożnych elit. Jednak nie trzeba być teologiem by wiedzieć, że Jezus Chrystus nie był żadnym pierwszym socjalistą ani tym bardziej komunistą, co próbowali wmówić manipulatorzy od teologii wyzwolenia. Teza o lewicowym Jezusie jest karkołomna i obnaża lenistwo intelektualne jej głosicieli. Wystarczy przeczytać kilka przypowieści Jezusa ( odzierając Go nawet z boskości) dotyczących spraw społecznych by wiedzieć, że niewielu myślicieli było tak daleko od lewicowych przesądów jak On. Nie chcę oceniać filmu reżyserki, którego nie oglądałem. Tym bardziej nie zamierzam pisać, że jej potencjalny obraz o Jezusie będzie bluźnierstwem albo zwykłą głupotą. Jednak nie można nie zauważyć, że twórczyni daje pewne wskazówki jak może jej film wyglądać.
Nie jestem przeciwnikiem filmowego eksperymentowania z tematami biblijnymi. „Ostatnie kuszenie Chrystusa” Martina Scorsese uważam za film głęboko religijny choć bardzo kontrowersyjny. Jednak są granice, których przekroczenie wygląda źle nawet na etapie planowania filmu. Wywiad z Antioniak każe być sceptycznym do jej projektu. Z drugiej strony nie można zapominać, że komunista i otwarty homoseksualista Pier Paolo Passolini zrobił niezwykle religijny obraz „Ewangelia według św. Mateusza”, który znalazł się na filmowej liście Watykanu. Jezus w końcu jest paradoksem i często widać to w dziełach niereligijny osób.
Łukasz Adamski

