Mimo tego, że zagrażający światowemu pokojowi Iran coraz wyraźniej zapewnia, że nie zamierza zrezygnować z arsenału jądrowego, lewicowi intelektualiści i tak nie widzą w nim zagrożenia. Poparcie dla islamskich reżimów po to by dokuczyć USA jest widoczne niezwykle mocno u lewicowych elit. Teraz robi to pisarz noblista. Zdaniem poety winą za całe zło na świecie należy obarczyć Izrael. "Mocarstwo atomowe Izrael zagraża i tak już kruchemu pokojowi na świecie", bo rości sobie "prawo do uprzedzającego uderzenia", które mogłoby "unicestwić naród irański". „Wypomina też, że Europa potępia Teheran za to, że nie dopuszcza międzynarodowych inspektorów do swoich instalacji atomowych, choć to samo robi Izrael, który od zawsze utrzymuje swój program atomowy w tajemnicy. Piętnuje przy tym swoich rodaków. Niemcy dały bowiem Izraelowi kredyt na zakup nowoczesnych okrętów podwodnych klasy "Delfin" zwodowanych przez niemieckie stocznie. Okręty te mogą przenosić rakiety z głowicami jądrowymi. - To hipokryzja Zachodu - oskarża Grass”- czytamy w „Gazecie Wyborczej”.

 

Słowa pisarza (zupełnie słusznie) wywołały powszechne oburzenie w Niemczech i Izraelu. "Autor zajęty cały dniami kleceniem wersów nie słyszał żadnej mowy irańskiego prezydenta Ahmadineżada, który mówił o konieczności usunięcia wrzodu, który okupuje Palestynę. Dla niego Ahmadineżad jest tylko mocny w gębie i nie trzeba go brać na poważnie, tak jak irańskiej bomby atomowej. Aż zostanie ona użyta. Wówczas Grass będzie opłakiwał ofiary i pocieszał tych, którzy przeżyli. Bo czuje się przecież związany z Izraelem" – pisał na łamach "Die Welt" publicysta Henryk Broder, który dodał, że Grass to prototyp wykształconego antysemity, który ma "problem z Żydami". „Grass w wierszu uprzedził tego typu zarzuty. Jego zdaniem w Niemczech w sprawie Izraela obowiązuje zmowa milczenia. Kto ją łamie, dostaje antysemicką łatkę. Przyznaje, że długo zwlekał z powiedzeniem tego, co myśli”- zauważa „GW”. Tym razem słowa pisarza mogą mu zaszkodzić bardziej niż przyznanie się, że jako nastolatek służył w Waffen SS. „GW” odnotowuje, że Grassowi upiekło się nawet przyznanie w izraelskim, lewicowym piśmie „Haarec”, że Holocaust nie był jedyną zbrodnią popełnioną podczas II wojny światowej, i obwinił Rosjan o śmierć 6 mln wziętych do niewoli niemieckich żołnierzy - choć tak naprawdę zginął ich milion. Grassa wpierają dziś jedynie postkomuniści i lewacy, którzy znani są z antysemityzmu w łatkach antysyjonizmu.  

 

Lewicowe zacietrzewienie w potępianiu amerykańsko- izraelskiego sojuszu już nawet nie jest groźne. Ono jest śmieszne i żenujące. Dokładnie to samo robili „pożyteczni idioci” w czasie zimnej wojny potępiając Ronalda Reagana i wyścig zbrojeń. Naprawdę takich ludzi jak Grass trzeba lekceważyć. Nie każdy musi się nać na geopolityce i problemach Bliskiego Wschodu. Niestety wystąpienia „autorytetów moralnych” takich jak autor „Blaszanego bębenka” budują w społeczeństwie niechęć do Żydów. A nienawiść do Izraela naprawdę nie jest trudna do pobudzenia. Niestety kończy się ona często tym, co obserwowaliśmy niedawno w Paryżu.  

 

Łukasz Adamski