- Jestem pod wrażeniem ogromnych zasług chrześcijańskiego ewangelizmu w Afryce: zupełnie różnych od pracy świeckich NGO-sów, projektów rządowych i międzynarodowych projektów pomocowych. Nie do przeoczenia jest fakt, że czarni i biali chrześcijanie leczą chorych w Afryce, uczą ludzi pisać i czytać. Tylko zatwardziały wróg Kościoła mógłby twierdzić, że świat bez szkół i szpitali misyjnych byłby lepszy – twierdzi publicysta. - Wiara nie tylko motywuje misjonarza do działania, ale także przenosi się na jego trzodę – dodaje.

 

Matthew Parris jest znanym brytyjskim dziennikarzem, specjalizującym się w tematyce politycznej i podróżniczej. Urodzony w Johannesburgu w RPA Parris był przez siedem lat (1979-1986) posłem Partii Konserwatywnej do Izby Gmin. Zrezygnował z polityki by poświęcić się publicystyce. Jak na konserwatystę ma dość kontrowersyjne poglądy – jako zadeklarowany homoseksualista walczy z dyskryminacją, jest także zagorzałym ateistą.

 

Trudno od takiego człowieka oczekiwać poparcia dla chrześcijańskich inicjatyw – a jednak. Matthew Parris napisał w „The Times” artykuł, w którym chwali dzieła misyjne w Afryce, a chrześcijańskich misjonarzy za ich zaangażowanie.

- W drogich hotelach nie spotyka się misjonarzy, którzy dyskutują nad strategiami rozwoju, jak przedstawiciele dużych organizacji charytatywnych – uważa dziennikarz. Są za to na wsi, wśród osób, które ich potrzebują. Ponadto chrześcijanie dbają nie tylko o cielesną stronę życia Afrykańczyków, ale także o ich duchowość. - To nie pomoc na rzecz rozwoju, lecz misje są w stanie rozwiązać największy problem tego kontynentu, a jest nim pasywne nastawienie jego mieszkańców do życia – pisze Parris. Publicysta opisuje swoje wczesne kontakty z nawróconymi w Afryce chrześcijanami. - Wydawało się, że wiara ich uwolniła i rozluźniła. Widoczna była ich żywotność, zaangażowanie w życie świata – bezpośredniość w relacjach z innymi – których często brakuje w tradycyjnym życiu w Afryce. Stali wyprostowani – opisuje czarnych chrześcijan Parris.

 

- Myśl wiejskiej Afryki jest bowiem zdominowana przez strach – lęk przed złymi duchami, przodkami, dziką naturą, hierarchią plemienną i wieloma rzeczami codziennymi. Ludzie nie przejmują inicjatywy, nie chcą brać rzeczy w swoje ręce i na swoje barki – tłumaczy publicysta. Wyrzucając z Afryki chrześcijańską ewangelizację skazujemy kontynent na pastwę dziwnej mieszanki Nike, szamana, telefonu komórkowego i maczety – konkluduje Parris.

 

KSEK/The Times

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »