Wprawdzie, fotografie z “otrzęsin” w salezjańskim gimnazjum są co najmniej niesmaczne, a pomysł księdza ze zlizywaniem bitej śmietany zakrawa na idiotyzm,to jednak byłabym ostrożniejsza w ferowaniu takich wyroków. Gdyby ten ksiądz rzeczywiście był pedofilem, to przecież nie upubliczniałby tych zdjęć w sieci!

 

Taka linia obrona może wydawać się wielu niewiarygodna, dlatego warto zacytować list przyjaciela księdza Kozyry, Pawła Bolka, nadesłany do redakcji “Gościa Niedzielnego”. - Postanowiłem więc stanąć w jego obronie, gdyż wiem, że Ksiądz Marcin Kozyra pedofilem nie jest. Wiele wody upłynęło w Wiśle od czasów, gdy mieliśmy okazję się poznać niemniej jednak ludzie tak bardzo się nie zmieniają. Minęły lata. Poszliśmy dwoma różnymi drogami - on został wyświęcony na księdza podążając do nieba autostradą Chrystusa. Ja natomiast błądząc krętymi, wyboistymi ścieżkami nieustannie poszukuję prawdy – pisze Bolek.

 

Przyjaciel ks. Kozyry podkreśla, że gdyby kapłan rzeczywiście był pedofilem, to dzieci i rodzice nie stanęliby una voce w jego obronie. Bolek dodaje jednak kilka słów konstruktywnej krytyki. - Ksiądz Kozyra popełnił błąd, pozwalając wychowankom na zbyt wiele, za wszelką cenę chcąc być „spoko”. Zapłaci za niego medialnym ukrzyżowaniem, zostanie przedstawiony jako „dyżurny pedofil RP” a jego zdjęcia latami będą krążyć po Internecie. Salezjanin z Lubina zapłaci też za przemilczane grzechy Kościoła - od biskupa Paetza począwszy na skandalu pedofilskim w USA kończąc. Polacy mają dosyć nadętych, bogatych kapłanów, którym wszystko wolno, którzy są bezkarni i aroganccy w stosunku do państwa i wiernych. I taki właśnie Kościół przybiją do krzyża wraz z księdzem Marcinem Kozyrą. W praktyce jednak wraz z grzechami instytucji, na kawałku drewna zawiśnie człowiek - Marcin - który nie jest ani bogaty ani arogancki ani też nie jest pedofilem – czytamy w jego liście.

 

eMBe/Gosc.pl