Decyzję o wzmocnieniu ochrony centrów aborcyjnych wydał prokurator generalny Eric H. Holder. Wyjaśnił, że prezydencka administracja podejmie wszelkie możliwe kroki "aby zapobiec aktom podobnym do tego, co stało się w niedzielę w mieście Wichita" - podaje "Nasz Dziennik".

- Zaoferujemy protekcję wszystkim stosownym osobom i placówkom w całym kraju - cytuje Holdera "Washington Post".

Tymczasem nie ma mowy o żadnej ochronie dla działaczy pro life. Policja zatrzymała właśnie pierwszego podejrzanego o zabójstwo Tillera i chociaż nie jest on związany z żadną z organizacji broniącą życia, to właśnie grupy pro life stały się przedmiotem medialnego ataku.

Aresztowany to 51-letni Scott Roeder, którego już kiedyś zatrzymano za posiadanie materiałów wybuchowych. Jeśli śledztwo wykaże możliwość postawienia Roedera w stan oskarżenia, grozi mu nawet kara śmierci. Ale oskarżenia wobec niego formułuje na razie jedynie prasa. Roeder należał do stowarzyszenia "Freemen", które odmawia płacenia podatków i był zdecydowanym przeciwnikiem aborcji. To dało prasie dobrą pożywkę i medialnie przesądziło już o jego winie.

Brytyjski dziennki "Daily Mail" cytuje słowa pracowników jednej z klinik aborcyjnych, która miała być rzekomym celem ataków Roedera. Wynika z nich, że mężczyzna miał obsesję na punkcie zwalczania tego typu placówek. Gazeta przytacza też słowa jego byłej żony, o tym, że odeszła od męża gdy coraz mocniej angażował się w działalność stowarzyszenia i tracił z nią kontakt. - Był bardzo religijny w sposób starotestamentowy. Oko za oko, ząb za ząb - mówiła była małżonka Roedera. Z kolei brat podejrzanego dodał, że cierpiał on na różne schorzenia psychiczne.

Jednocześnie dla całkowitej dyskredytacji ruchu pro life przytacza się wypowiedzi anonimowych obrońców życia, którzy mieli znać Scotta Roedera z pikiet pod centrami aborcyjnymi i siedzibami Planned Parenthood. Twierdzą oni, że są "zadowoleni" ze śmierci Tillera.

Organizacje chroniące życia, redakcje i portale internetowe oraz pojedyncze osoby otrzymują teraz listy, e-maile i telefony z pogróżkami. Wiedzą, że medialna nagonka to dopiero początek i że ataki na nich będą teraz coraz mocniejsze. Wiedzą także, na czyją pomoc na pewno nie mogą liczyć - Prezydent Obama nie zamierza zapewniać im żadnej ochrony, za to wzmacnia ją przy centrach aborcyjnych.

AJ/ND

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »