Według najnowszych doniesień medialnych Rosja ma zamiar przeprowadzić w 2017 roku manewry, których scenariuszem będzie atak nuklearny na Warszawę. Czy powinniśmy się obawiać? Jaka powinna być reakcja NATO na te działania Rosji? Odpowiada generał Roman Polko.

 

Fronda.pl: W ramach manewrów Zapad 2017 Rosja będzie ćwiczyć atak atomowy na Polskę. Czy takie informacje powinny wzbudzać w nas lęk? Jaki jest rzeczywisty cel takich operacji?

Gen. Roman Polko: Nie jest to tak naprawdę nic nowego ze strony Rosji. W istocie jest to prężenie muskułów i próby zastraszania świata zachodniego. Władimir Putin wręcz świadomie kreuje wizerunek nieodpowiedzialnego i nieobliczalnego lidera po to, aby wymóc na krajach Zachodu różnego rodzaju ustępstwa. Putin liczy na to, że ugra swoje na arenie międzynarodowej, gdy wszyscy będą funkcjonować według hasła „Po co drażnić niedźwiedzia?”. Ta taktyka mu pasuje, a do wojny tak naprawdę nie jest przygotowany. Podoba mi się stwierdzenie na temat tego przywódcy z jednej książek na jego temat – „Wojny atomowej raczej nie wywoła, bo nie zdąży dobiec do schronu”.

Czy Władmirowi Putinowi uda się coś rzeczywiście ugrać dzięki takiemu zagraniu jak manewry nakierowane na ćwiczenie ataku atomowego? Jaka powinna być reakcja Zachodu na te doniesienia?

Władimir Putin cały czas wiele wygrywa. To on ma inicjatywę, zewsząd słychać głosy obłaskawiające go, pomimo rosyjskich prowokacji i łamania przez Rosję różnego rodzaju porozumień. Z ust wielu ważnych osób w Europie słyszymy głosy mówiące, że Putin nie jest zagrożeniem, tylko rozwiązaniem problemu. Chciałbym w to wierzyć, ale myślenie życzeniowe nie prowadzi do realnych rozwiązań. Tak jak funkcjonowało to w okresie Zimnej Wojny, tak funkcjonuje i teraz – Putin rozumie tylko język czynów i siły, a nie obłaskawianie go w nadziei, że zacznie zachowywać się w sposób bardziej obliczalny.

W jaki dokładnie sposób miałoby się odbywać owo wprowadzanie w życie języka czynów i siły?

Jeżeli Putin przeprowadza manewry na tak ogromną skalę w Europie, to na pewno dobrą odpowiedzią na takie działania był niedawny szczyt NATO. Co prawda potem został nieco przytłumiony przez różne wypowiedzi niektórych polityków, ale takie działania jak rozmieszczenie na wschodniej flance NATO batalionów międzynarodowych, czy brygady, która ma się pojawić w naszym regionie w przyszłym roku, to właściwe działania w obecnej sytuacji.

Czy w reakcjach NATO coś należałoby zmienić lub skorygować?

Myślę, że Sojusz mógłby pokazywać większą spójność i solidarność w kwestii wypowiedzi i artykułowania swojego stanowiska wobec Rosji. Putin rozgrywa to, że wewnątrz sojuszu pojawiają się pewne rozdźwięki w kwestii dokładnej strategii jaką należy przyjąć względem Rosji. NATO powinno jasno prezentować narzędzia, które mogłyby być odpowiedzią na takie działania Putina jak wspomniane manewry i owo „prężenie muskułów”. Putin musi wiedzieć, że tego rodzaju polityka mu się po prostu nie będzie opłacać.

A więc podsumowując – konsekwencja i solidarność NATO to remedium na rosyjską agresję?

Spójność, solidarność i konsekwencja. Warto zauważyć, że w czasie szczytu NATO, kiedy ta solidarność była bardzo wyraźnie akcentowana, nawet ton rosyjskich mediów stał się nieco spokojniejszy. Niektórzy myśleli, że odpowiedzią będzie oburzenie Rosji, czy eskalowanie napięcia. Nic takiego nie miało miejsca. Dlatego konsekwencja ze strony NATO jest najważniejsza.

Dziękujemy za rozmowę