W wywiadzie udzielonym hiszpańskiemu dziennikowi "El Pais" Bibi wspomina początek "swojej Kalwarii" i podkreśla, że jest niewinna. - Zwróciłam uwagę poborcy podatkowemu, który wypuszczał swoje zwierzęta bez opieki, a one niszczyły mój dom. W odpowiedzi on mnie obraził i od tego momentu rozpoczęła się kampania przeciwko mnie - opowiada Bibi.
Kilka dni później kobieta, pracując na polu, chciała ofiarować swoim współpracownikom nieco wody do picia. - Odmówili mi, twierdząc, że nie mogą pić z tego samego dzbanka co chrześcijanin i zaczęliśmy się sprzeczać, ale nie zbluźniłam - zapewnia Bibi i dodaje, że pięć dni później została oskarżona o bluźnierstwo i aresztowana.
- Nigdy nie powiedziałam niczego przeciwko Prorokowi. Wierzę, że Bóg wszystko widzi i w końcu będzie dobrze - wierzy kobieta. Podejrzewa, iż jej sprawa jest związana z niektórymi mieszkańcami z jej rodzinnego miasta, którym przeszkadzało, że ona i jej rodzina są chrześciajanami.
Bibi dodaje, że bardzo cierpi z powodu groźby śmierci (muzułmańscy ekstremiści wyznaczyli nagrodę ponad 5 tys. dolarów dla tego, kto zabije Asię Bibi). Kobieta szczególnie ciężko znosi rozstanie ze swoją dwuletnią córką. Jej mąż jest niezdolny do pracy, a dzieci nie mogą chodzić do szkoły, odkąd zaczęli im grozić muzułmanie.
- Muszę stawić temu wszystkiemu czoła z cierpliwością i odwagą - konstatuje w rozmowie z "El Pais" Asia Bibi.
eMBe/CatholicNewsAgency
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

