Arkadiusz Czartoryski dla Frondy: Brutalizacja i wrogość z Sejmu przenosi się na ulicę - zdjęcie
22.07.17, 09:30Arkadiusz Czartoryski, źr. TV Republika

Arkadiusz Czartoryski dla Frondy: Brutalizacja i wrogość z Sejmu przenosi się na ulicę

Luiza Dołęgowska, Fronda.pl: Mają miejsce coraz bardziej agresywne ataki na parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości. Czy nie uważa Pan, że to m. in. konsekwencje braku stosownej kary za naruszenie regulaminu Sejmu 16. grudnia przez posłów opozycji? Czy takie kary jednak powinny być stosowane?

Arkadiusz Czartoryski, poseł Prawa i Sprawiedliwości: Myślę, że kary nakładane przez marszałka Sejmu tutaj nie pomogą, ponieważ są to dorośli ludzie i jest to już kwestia wychowania i ukształtowania charakteru, które miało miejsce w młodości. Jeżeli przewodniczący partii opozycyjnej .Nowoczesna, pan Ryszard Petru wyszarpuje mikrofon przewodniczącemu komisji, lub poseł, który staje na krzesło i rozrzuca kartki na wszystkie strony – jeśli zachowują się tak w obliczu obecnych tam kamer i aparatów fotograficznych, to jest już chyba postawa uformowana wcześniej, sposób bycia i swiadczy to o ich kulturze osobistej.

Czy Pana zdaniem to, że Ci posłowie nie zostali dotkliwie ukarani, da im pole do kolejnych wybryków na wrześniowych posiedzeniach? Czy będą jakieś problemy?

Problemy są dlatego, że taka postawa nawet i tych, którzy są szefami partii opozycyjnych i takie zachęcanie, zagrzewanie do boju, podgrzewanie emocji zwolenników Nowoczesnej czy Platformy, powoduje poważne incydenty. Do najbardziej poważnych zaliczyłbym te, które miały miejsce pod parlamentem, na ulicy Wiejskiej. Świadczy o tym wcześniejsza rozmowa jednego z dziennikarzy ze znanym z ataków na ministra Błaszczaka czy panią Annę Anders człowiekiem, który rozważał, ile ofiar śmiertelnych mogłoby być i jak mogłoby być, gdyby udało się ,,przewrócić'' rządy Prawa i Sprawiedliwości. I sytuacja z 19. lipca, chyba pierwsza przez 27 lat tego typu, chociaż było też zabójstwo polityczne, dokonane przez niejakiego Cybę, ale przedwczoraj, po wyjściu z budynku parlamentu do manifestujących, Ryszard Petru zagrzewał do akcji, do walki i do obecności na ulicach.

Wówczas można było usłyszeć -jest to w Internecie i można to odsłuchać - głos jednego z manifestujących. Krzyczał: "potrzebujemy broni", więc wydaje mi się, że pan Petru, pan Schetyna biorą na siebie gigantyczną odpowiedzialność za to, że używają kłamstwa wobec tego, co faktycznie ma miejsce. Dlatego choćby, że prezydent złożył poprawkę, która mówi o wybieraniu części sędziów KRS przez Sejm większością 3/5 glosów, a zatem nie ma możliwości, żeby jedna tylko, a nawet dwie partie polityczne mogły wybrać sędziów Sądu Najwyższego. Potrzeba tu przynajmniej trzech partii, więc używając kłamstwa, zagrzewają najbardziej ciemne charaktery do akcji pod parlamentem. Słowa o potrzebie broni są bardzo niebezpieczne. Ja myślę, że odpowiednie służby oraz policja powinny się tym zainteresować, bo nagranie jest dostępne w internecie.

Był też atak fizyczny kilka dni temu na posła Janika z PiS, którego policja musiała odeskortować, bo inaczej prawdopodobnie zostałby pobity. Czy to właśnie ma Pan na myśli?

No więc właśnie, to jest kolejny z przykładów agresji, tym razem na ulicy. Nie w Sejmie, nie pod Sejmem, ale kilka ulic od parlamentu poseł Janik, który wieczorem szedł chodnikiem został zaatakowany przez kilkunastu ludzi. I jak sam mówił mi, bo pytałem o to zdarzenie, zauważył w odległości kilkudziesięciu metrów patrol policji. I jak najszybciej zmierzał w kierunku tego patrolu, bo czuł się bardzo poważnie zagrożony. To szarpanie ubrań pana posła Janika to był dopiero początek.

Czy ci ludzie będą mieli postawione zarzuty o napaść?

Nie wyobrażam sobie, żeby te osoby pozostały bezkarne. Nie można fizycznie atakować ludzi na ulicy, myślę, że policja to wszystko obserwuje. Jeszcze raz chcę powtórzyć, że najbardziej przykre jest to, że podobne zachowania mamy w parlamencie. Poseł klubu Platforma Obywatelska pan Tomasz Lentz brutalnie popchnął posłów Prawa i Sprawiedliwości. Wszyscy to widzieli, a było to niepotrzebne, ponieważ nie było ani słownej utarczki między posłami, ani nawet kontaktu wzrokowego. Poseł PiS stał tyłem, kiedy został brutalnie popchnięty. Bez jakiekolwiek przyczyny. Potem poseł Lentz próbował się z tego głupio tłumaczyć, ale wszyscy to widzieli i dlatego myślę, że nie jest to kwestia kar nakładanych przez marszałka Sejmu. Jest to kwestia pewnej formacji osobowej, sposobu wychowania i pewnej ludzkiej postawy. Pozostaje nadzieja, że Polacy to widzą na ekranach telewizorów, na nagraniach w internecie.

Dziękuję za rozmowę