Zastanawiam co się dzieje z głowach emerytowanych oficerów (Ludowego) Wojska Polskiego? Jakież tam muszą zachodzić procesy, by publicznie formułować poglądy wprost wzywając do rokoszu!
I dlaczego tak późno? Dlaczego panowie (o przepraszam, tutaj raczej pasuje: towarzysze) oficerowie np. w 1981 r. po wprowadzeniu stanu wojennego nie mówili: "Poprzez ochronę rządzących, służby mundurowe swoimi działaniami opowiadają się po jednej ze stron tego sporu. Przypomnę, że służby przysięgały bronić Konstytucji, a tym samym nie wolno im zajmować pozycji po stronie niszczącej polskie prawo, po stronie ludzi niszczących ład prawny, deptających podmiot ich przysięgi"? To są słowa Leszka Lubańskiego byłego pilota 49. Pułku Śmigłowców Bojowych z Pruszcza Gdańskiego.
Dlaczego takich słów nie słyszeliśmy w latach 1944-89? Może jednak padały, ale my o nich nic nie wiemy. Pamiętajmy, że wówczas szalała cenzura. To więc jak tow. Lubański protestowaliście?!
Odnoszę jednak wrażenie, że wówczas towarzysze oficerowie siedzieli jak myszy pod miotłą, zapomnieli języka w gębie. Kiedy w 1970 r. żołnierze LWP strzelali do bezbronnych cywili w Gdyni, to kadra oficerska LWP nie widziała potrzeby zabrania głosu. Dzisiaj gwałtownie nabrali odwagi. Doprawdy "dzielni" żołnierze.
Kilka dni temu niejaki płk. Mazguła (ten od stanu wojennego, jako wydarzenia na wskroś kulturalnego) mówił: "Jak jednak już wcześniej apelowałem, nie może być tak, że demokracja wyłania władzę, która ją zniszczy. Obywatele muszą być strażnikami demokracji, jeśli podstawowe mechanizmy jej ochrony zawiodą. Jeśli więc w przyszłości zostaną przez władzę przekroczone kolejne granice, w tym głównie te w atakach na konstytucję, może zdarzyć się różnie". Kolejny były oficer LWP ostrzega i grozi - bo może "zdarzyć sie różnie". Oto ludzie, którzy gotowi są wystąpić przeciwko własnemu rządowi, a nie widzieli niczego zdrożnego w wiernej służbie obcemu panu. W Polsce międzywojennej, oficer stawiał sobie honor munduru wyżej niż jakiekolwiek inne wartości. Mówiło się wówczas, że „honor, to Bóg wojska”. Każdy członek korpusu oficerskiego musiał dbać, by swym zachowaniem nie rzucać cienia na dobre imię armii. Oficerów przedwojennych, którymi zapełniono jamy w Katyniu i Miednoje, zastąpili Lubańscy i Mazgaje.
Towarzysze oficerowie zapewne nie rozumieją o czym powyżej napisałam. Dlatego też proponuję, aby niektórym emerytowanym oficerom zostawić "honorowy" tytuł np. towarzysz pułkownik. I wszystko będzie jasne. Chodzi o to, by w żaden sposób nie zestawiać ich z oficerami Wojska Polskiego.
Dorota Arciszewska-Mielewczyk
Poseł na Sejm RP
