- Nie, redaktorze, na kolejne wykopaliska nie jadę. W zeszłe święta wysłaliście mnie do Izraela. Co to było za świętowanie zimy bez nart, śledzia i dżinglbelsa? Zamiast szusowania po stokach, uganiałem się za jakimś gościem, co niby znalazł grób brata Jezusa. A to bujda była. Zapaliłem znicza, wróciłem i po świętach. Nie, tym razem nie dam się wrobić.

- Tym razem sprawa jest poważna. Grób Ewy...

- Było. Kilka razy.

- I Adama!

- Adama? To jak nasz mityczny nacz...

- Szszsz....

Znak szczególny? Nadpalony miecz

Maku z Baku pakuje zatem skarpety, batony i szpulowy magnetofon. Choć to XXIII wiek, ten stary dziennikarzyna wciąż trzyma się stylu retro. Globalne ochłodzenie, o którym wszyscy mówią, skłoniło go do porzucenia wynalazków epoki, kazał sobie nawet wyciąć z mózgu czipa nagrywającego, bo ten – jak mówią – chłodząc mózg, chłodzi klimat.

To dopiero będzie reportaż. Grób Adama i Ewy. A przecież oni nie istnieli. Zatem grób ludzi, którzy nie istnieli. Zatem... Nie, to za trudne. Litości!

Jedno, co Maku lubił naprawdę w archeologii, to retro-metody. Mimo postępu technologii, mimo nowych urządzeń archeologicznych, nic nie zdołało zastąpić oka człowieka.

- To teren naszych wykopalisk – prof. Anne Kalamarskova pokazuje szerokim gestem rozkopane pole. Ta sześćdziesięcioletnia weteranka najważniejszych wykopalisk, a prywatnie miłośniczka muzyki ludowej końca XXII wieku, dla tego odkrycia poświęciła festiwal w Murmańsku. Warto było...

-  Zaczęło się od nadpalonego miecza z wygrawerowanym napisem „Anielskie Zakłady Produkcji Białej Broni” – prof. Kalemarskova nie potrafi ukryć emocji. – Mój asystent szybko sprawdził hasło w łikipedii i to, co znalazł, zwaliło nas z nóg.

Maku sprawdza, czy magnetofon nagrywa, czy ten jego ukochany zabytek kręci szpule jak należy. Kręci.

- Co znalazł?

- Przeczytam lepiej: „Anioł – według większości religii, w których to pojęcie występuje, byt duchowy, który służy Bogu i na różne sposoby wspiera Jego działania”.

Ale numer.

Od anioła do Adama

- To nie wszystko – prof. Kalemarskowa poprawiła starannie czułki, dając do zrozumienia, że czeka nas jeszcze jakaś zadziwiająca wiadomość. – Miecz był nadpalony...

Nadpalony miecz. Tez mi coś – pomyślał Maku. Ten anioł, to ciekawa sprawa, owszem. Ale nadpalony miecz? Sam nieraz nadpalał miecze i znał ludzi, którzy to robili nałogowo.

- Wiem, co pan myśli – Kalemarskova przewrotnie przekrzywiła zielona główkę. – Pan myśli, że to normalne, bo tak robią wszyscy. Ale nie. Po pierwsze, zwyczaj nadpalania mieczy jest stosunkowo młody. Po drugie, jeśli przyjrzałby się pan śladom płomieni, zauważyłby pan, że nie tyle ktoś go nadpalał, co on sam płonął. Sam z siebie

Dyskretne spojrzenie Maku. Nagrywa się jak należy. Zaraz trzeba zmienić szpulę.

- Wezwałam więc asystenta, ale on akurat wyszedł na pigułki. Sama musiałam sprawdzić w łikipedii – stara archeolog musiała zetrzeć pot ze skroni. – Nic nie znalazłam. Wpisałam w wyszukiwarkę. Tu pojawiły się dwa tropy. Pierwszy, to powieść z końca XX w. „Samochodzik i płonący miecz”. Drugi trop, trochę mniej ciekawy, ale nie mogłam nim pogardzić, łączył się z prastarym zapisem w sieci: „Sodoma i Gomora zostały zniszczone przez eksplozję atomową, a Adam i Ewa wygnani z raju przez anioła z płonącym mieczem, czyli miotaczem ognia

- Nie wierzę.

- To niech pan wpisze w wyszukiwarkę.

Ślad po garnku i co z tego wynika

Kalemarkova była tak dobra, że zaparzyła dla Maku miętę.

- Tylko dużo gazu niech pani do tego zużyje – domagał się reporter. – Walczymy z ochłodzeniem.

- Byłam już gotowa przyjąć hipotezę, że chodzi tu o jakąś pierwotną, mityczną lub archetypiczną, wersję książki o Panu Samochodziku – ciągnęła swą opowieść pani archeolog. – Ale niestety, niestety...

- Niestety...

- Niestety, informacje z sieci skojarzone z dalszymi wykopaliskami potwierdziły drugą wersję. Kilka kilometrów od miejsca, gdzie znaleźliśmy miecz, był grób. Na nagrobku napis; Adam i Ewa. W grobie dwa ciała. Kobiety i mężczyzny. Mężczyzna nie miał jednego żebra, za to na czaszce były ślady od uderzenia garnkiem, co od razu nasunęło hipotezę, że mężczyzna był heteroseksualny, a kobieta obok to jego tzw. żona.

- Fatalnie...

- Fatalnie...

- I co teraz?

- I nic. Zwijamy obóz.

Cholera. Kolejny sezon narciarski zmarnowany.

 

Maku z Baku

 

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »