- Złożyłem go, bo książka obraża moje dobra osobiste, czyli pamięć o symbolu, którym jest dla mnie Lech Wałęsa, przywódca ruchu “Solidarności”, lider niosący wiarę, symbol Polski demokratycznej i niepodległej - wyjaśnił „Rzeczpospolitej” pozywający adwokat Ryszard Rydiger.

- Trudno przesądzić, czy powód jest tak mocno emocjonalnie związany z Lechem Wałęsą, że chciał wykonać jakiś gest w jego obronie, czy może chodzi o robienie publicity. To drugie jest kategorycznie zabronione adwokatowi, a to pierwsze też jest zachowaniem dość kontrowersyjnym - wskazuje adwokat Jacek Kondracki.

Taki gest nie wyręczy Wałęsy, który tylko sam może wytoczyć sprawę cywilną (o ochronę dóbr osobistych), ale i karną - o zniesławienie.

Zasadą prawa cywilnego jest bowiem, że każdy broni się sam.

Są od tego nieliczne wyjątki: rodzice występują w imieniu dzieci, prokurator może wytoczyć sprawę (także cywilną) w imieniu osoby, która sama sobie z jakichś przyczyn (np. choroby czy niedołęstwa) nie radzi. Ale oni tylko reprezentują osoby, których dobra naruszono.

Nawet przygotowywana ustawa o pozwach zbiorowych niczego tu nie zmieni, poza tym, że grupa ludzi w jednym procesie będzie mogła dochodzić podobnych żądań, ale wciąż w swoich sprawach.

Co jakiś czas do sądów trafiają jednak pozwy składane raczej pod wpływem przekonań ideowych, politycznych czy nawet religijnych. Nie pochodzą jednak od bezpośrednio poszkodowanych.

 

MaRo/Rz

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »