Dyrektorka Human Rights Watch na Bliski Wschód, Sarah Leah Whitson, zabiegała w maju w czasie swej wizyty w Arabii Saudyjskiej o wsparcie finansowe organizacji, powołując się na walkę HRW z "proizraelskimi grupami w Stanach Zjednoczonych, Unii Europejskiej i ONZ" - twierdzi Wall Street Journal.

Na spotkaniu u saudyjskiego donatora, podczas którego padły te słowa, obecny miał być m.in. członek Zgromadzenia Doradczego Arabii Saudyjskiej, ciała odpowiadającego w tym kraju parlamentowi, a także rzecznik prasowy ministerstwa spraw wewnętrznych. Jak pisał szef HRW Kenneth Roth do dziennikarza Wall Street Journal Jeffrey'a Goldberga, w Arabii Saudyjskiej należy opowiadać "izraelską opowieść", czyli wskazywać na "kłamstwa i przeinaczenia" wypowiadane przez zwolenników Izraela.

Roth broni swojej organizacji przed zarzutami prosaudyjskości. - Human Rights Watch opublikował w ostatnich latach więcej raportów i oświadczeń na temat różnych problemów w Arabii Saudyjskiej niż jakakolwiek inna organizacja broniąca praw człowieka na świecie – pisze do Goldberga. - Wsparcie dla pracy HRW – wliczając w to publiczną krytykę łamania praw człowieka przez ich własne rządy – ze strony obywateli krajów arabskich, to coś, co należy pochwalić, nie ganić. Możesz wierzyć, lub nie, ale niektórzy Arabowie także wierzą w prawa człowieka – dodaje. Roth twierdzi także, iż HRW nie korzysta i nigdy nie będzie korzystać ze środków rządowych.

Human Rights Watch to organizacja założona w 1978 roku w Nowym Jorku. Jednym z ważniejszych tematów jej raportów jest przemoc w Izraelu i Strefie Gazy. W swoim ostatnim raporcie na temat praw człowieka w Polsce skrytykowała m.in. brak akceptacji dla małżeństw homoseksualnych i słaby dostęp kobiet do możliwości zabicia własnych, nienarodzonych dzieci.

 

sks/The Wall Street Journal/Jeffreygoldberg.theatlantic.com

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »