Owszem, ale jak się okazuje na dyskusję o zupełnie innych sprawach niż te, które starali się forsować mówcy. - Organizatorzy debaty zgłosili się do szkoły przez jedną z uczennic, mówili, że chcą rozmawiać o tolerancji i równości szans – mówi portalowi Fronda.pl Krystyna Sobczak. Dyrektorka dostała na piśmie plan debaty, ale jak mówi, nie było w nim mowy o tym, co później było rzeczywistą treścią spotkania.- Szkoła to miejsce, gdzie młodzież się kształci i wychowuje. Jest to też miejsce na rzeczową debatę, w której ścierają się różne poglądy. Oczekiwałam, że Panowie będę merytorycznie przygotowani. Ale zamiast rzeczowych argumentów usłyszeliśmy apoteozę homoseksualizmu – mówi dyrektorka szkoły.
Jan Świerszcz z warszawskiego oddziału Kampanii Przeciwko Homofobii nie chciał z nami rozmawiać na temat spotkania. Przesłał tylko plan spotkania „Monitoring Dyskryminacji LGBT”, który miano przedstawić dyrekcji. Początkowo tematem dyskusji miała być właśnie "homofobia" i "mowa nienawiści". Potwierdza to w rozmowie z Fronda.pl jeden z dyskutantów Przemysław Szczepłocki z toruńskiej Fundacji Różnorodności. Twierdzi, że temat wydawał mu się nudny i niezrozumiały z perspektywy licealistów. Jak sam mówi, nie brał udziału w organizacji spotkania, ale wydawało mu się, że będzie to raczej spotkanie w malym gronie gdzie zaproszeni homoseksualiści opowiedzą o swoim "coming oucie". Relacja dyrektorki i nauczycieli z Włocławka potwierdza, że tak rzeczywiście było.
W tej sytuacji dyrektorka na prośbę nauczycieli przerwała debatę i wyprosiła gości. - Jestem osobą tolerancyjną. Nie zaglądam nikomu do sypialni, ponieważ nie interesuje mnie, kto z kim sypia. Ale irytuje mnie stanowisko „kto nie jest z nami jest przeciwko nam” prezentowane przez środowiska, które zorganizowały debatę w naszej szkole. Nie mogłam pozwolić dokończyć debaty, bo ci ludzie muszą wiedzieć, że są jakieś granice – tłumaczy decyzję o przerwaniu spotkania Krystyna Sobczak.
Dyrektorka mówi, że Kampania Przeciwko Homofobii oraz stowarzyszenie „Pracownia Różnorodności” merytoryczną – w zamyśle debatę – przekształcili w show na kształt parady równości. - Jeden z prelegentów swoją wypowiedź rozpoczął od stwierdzenia „jestem gejem”. - A co to ma do rzeczy. Ja nie zaczynam swoich wystąpień od „jestem hetero”. Dla mnie brakiem tolerancji jest fakt, że ktoś przedstawia się jako homoseksualista – opowiada Krystyna Sobczak.
Dyrektorka włocławskiego LO mówi, że dyskutanci byli agresywni i zamiast merytorycznej debaty i nachalnie forsowali swoją ideologię. Personalnie atakowali Wojciechów, Cejrowskiego i Wierzejskiego, wskazując ich jako przykłady wojujących „homofobów”.
Na pytanie czy nie boi się łatki "homofoba", która może zostać przypięta jej oraz szkole, Krystyna Sobczak odpowiada: - Moim zdaniem jest wiele instytucji publicznych, które boją się homoseksualistów. Boją się ich również media. Ale nie dajmy się zwariować i nie bójmy się wyrażać odmiennych poglądów niż te lansowane przez homoseksualne lobby.
Nawet sama „Gazeta Wyborcza” nie bardzo wiedziała jak skomentować incydent. Pod tekstem autorki Natalii Waloch znalazł się asekuracyjny "Komentarz". - Trudno orzec, kto ma rację w tej sytuacji - rozwodzi się dziennikarka dywagując, że "z jednej strony" to dyrekcja zaprosiła gości, "z drugiej" zaś "trudno zarzucić (obu dyrektorkom) jakieś homofobiczne oszołomstwo" skoro same zwróciły się do homoseksualistów o występ.
Mariusz Majewski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
