I dlatego jemu wolno ostro i bez pardonu atakować Pawła Lisickiego i jego zespół, krytykując ich nawet za to, że próbują oni zebrać pieniądze na nowy tygodnik. „Pewien były już redaktor naczelny jednego z tygodników opowiada o tym, jak by mu się przydało kilkanaście, a może nawet tylko kilka milionów, by wykupić z rąk właściciela-kapitalisty tytuł, w którym niedawno pracował. Dzięki takiemu niewielkiemu wsparciu mógłby nadal robić ludziom wodę z mózgu wraz z gronem zaufanych, sprawdzonych w boju i wiernych współpracowników” - ogłasza duchowny. Nie jest jasne, skąd wnioski o robieniu wody z mózgu, ale jest jasne, że wiedzy na temat sprawy, o której pisze, to ks. Lemański raczej on nie ma.


A potem uderza w Antoniego Krauze. „Inny producent, zapalony ideą nakręcenia wiekopomnego filmu opartego na wynikach pracy komisji sejmowej pod kierownictwem równie zapalonego do tej idei posła, na podstawie zupełnie bezstronnego scenariusza autorstwa znanego niegdyś satyryka, a dziś zupełnie na serio broniącego jedynie słusznej partii, też rozgląda się za kilkunastoma milionami, które z racji szczytnych zamierzeń należą się mu jak przysłowiowemu psu buda” - oznajmia duchowny.

 

Ale uderzenie w konserwatystów księdzu nie wystarcza. I dlatego potem wali jak w bęben w braci w kapłaństwie, w kardynała Nycza i ojca Tadeusza Rydzyka. „Pewien ojciec dyrektor ma tak rozległe i dalekosiężne plany, że po kilku kwiecistych frazach swego listu od razu przechodzi do konkretu i na dołączonym blankiecie bankowym pozostawia do zapełnienia jedynie dwanaście pustych okienek, w które należy wpisać sumę przekazaną na wsparcie wielkich dzieł jego. Pozostałe rubryki ku wygodzie adresata są już wypełnione i wystarczy wpisać rząd cyferek, a trwać będą trudne do przeliczenia dzieła przedsiębiorczego zakonnika” - podkreśla ks. Lemański. „Jeden z biskupów dokonał publicznego rozliczenia kilku milionów zebranych w tym roku na kolejny etap wnoszenia świątyni-wotum całego Narodu. Wystarczy porównać tę liczbę z ilością należących do Kościoła mieszkańców naszego kraju, by dostrzec gołym okiem, że naród jakoś się specjalnie do wspierania tego dzieła nie kwapi, być może w obliczu licznych innych apeli płynących doń wartkim strumieniem ze wszystkich stron” - uzupełnia.

 

Wszystkie te polityczne złośliwostki wyłącznie po to, by na końcu napisać, że on to woli (choć w istocie ma to być konkurs) przekazać pieniądza na siostry z Lasek. Cel jest niewątpliwie szczytny, i nie ma powodów, by ich tam nie przekazać, ale trudno nie zadać księdzu pytania, czy po to, by wskazać szczytny cel musiał opluć innych? I czy jest przekonany, że taki sposób pisania jest zgodny z tak często podkreślaną apartyjnością duchownych?

 

TPT/naTemat.pl