Styl też niezmienny. Nie wykazujący najmniejszej refleksji, za to pełen mocnych słów i uogólnień dowodzących głównie braku wiedzy. Zresztą po co się wysilać streszczając „myśli” „intelektualistów” nowej lewicy. Oddajmy głos im samym.

 

Kazimiera Szczuka

„Taki papież był znany, ale sądzę, że papież jako starszy człowiek był dziecinny i próżny, a jak każdy staruszek lubił kiedy się dużo działo wokół niego, kiedy mógł bawić się kontaktem z tłumem. To nie jest brak skromności, tylko przyjemność obcowania z tłumem. Mówił na przykład do tłumów: nauczę was nowej piosenki o mnie, i potem śpiewali. Myślę że sprawiało mu przyjemność bycia takim "świątkiem" i to było miłe” – oznajmiła Kazimiera Szczuka. A ja chciałbym zadać jej proste pytanie. Kiedy papież powiedział o nowej piosence, i kiedy uczył jej ludzi. Jeśli tak nie było, a Kazimiera Szczuka nie odwoła swoich kłamstw, to trzeba powiedzieć zupełnie jasno, że jest paskudną kłamczuchą, z którą w istocie nie ma o czym rozmawiać.

Ale idźmy dalej. Oto kolejne „przemyślenia” Szczuki. „Ja się będę trzymała tego wątku dotyczącego praw kobiet, praw reprodukcyjnych, i to nie tylko aborcji, ale również antykoncepcji, zapłodnienia in vitro, potępianego przez papieża, prezerwatyw chroniących przed HIV i AIDS i całego tego myślenia wyobrażającego zachodnie demokracje praw człowieka jako cywilizację śmierci, to jest jakiś dramat tego pontyfikatu, to jest rodzaj horrendum, które idzie na przekór rozwojowi ludzkości. Po co? Dlaczego papież to mówił, dlaczego on to głosił? Dlaczego on wierzył, że można powiedzieć, że przerwanie ciąży jest gorsze niż zagłada atomowa? Dlaczego nakłaniał kobiety gwałcone w Bośni do rodzenia? Dlaczego potępiał zakładanie prezerwatyw przez ludzi będących nosicielami śmiertelnego wirusa? Ja tego nie rozumiem”.

I znowu, z tego, że Kazimiera Szczuka czegoś nie rozumie, nic jeszcze nie wynika. Jeśli bowiem prostą zasadę, że nie wolno zabijać niewinnych rozumieją moje dzieci (najstarsze ma osiem lat), to podejrzewam, że przeciętnie inteligentny człowiek też może ją zrozumieć. Jeśli Kazimiera Szczuka jej nie rozumie, to możliwości są dwie, albo jest za głupia (w co wątpie), albo kieruje się złą wolą (co zresztą pokazuje jej wypowiedź o piosenkach).

 

Cezary Michalski

„Papież wmanewrował kościół w spór z seksualnie rozkiełznaną cywilizacją współczesną. Teologia papieska od pewnego momentu stała się teologią regulacji seksualnej”przekonywał Cezary Michalski, zapominając, że opinie Jana Pawła II wyrastają z całej Tradycji Kościoła, który zwyczajnie od zawsze sprzeciwiał się zarówno zabijaniu, jak i odrzucaniu płodności…. A do tego Kościół zwyczajnie nie ma wyjścia, jak być w sporze ze złą cywilizacją (w istocie to już nawet nie jest cywilizacja, a czysto nihilistyczna antykultura). Jest bowiem znakiem sprzeciwu wobec zła.

 

Agata Bielik-Robson

„Opinie” Michalskiego rozszerzyła Agata Bielik Robson w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej”. I znów czytając te wypociny nie wiadomo śmiać się czy płakać.

„Jest tak naprawdę jedna rzecz, z której wynika wszystko, co dobre i złe w postaci Jana Pawła II. To jego antykomunizm. Sam w sobie antykomunizm nie był i nie musiał być postawą złą. W dużej mierze sprzyjał polityce papieskiej. Nie bez znaczenia było to, że papież był ambasadorem tej sprawy na świecie. To jest – oczywiście z mojego punktu widzenia – pozytywna konsekwencja antykomunizmu Jana Pawła II. Ale były też inne, ambiwalentne, a być może po prostu złe. Jedną z ambiwalentnych konsekwencji tej antykomunistycznej postawy jest bez wątpienia coś, co można by nazwać „antykomunizmem uogólnionym”. Była to również cecha charakteryzująca młodą antykomunistyczną inteligencję mojego pokolenia. Sama konstatacja faktu, że nie lubimy ustroju, w jakim żyjemy, w pewnym momencie przestała nam wystarczać. Domagaliśmy się teoretycznego uogólnienia naszej postawy i zaczęliśmy ją projektować na ogólną teorię wszystkiego: historii, nowoczesności, Zachodu. I zwykle tego rodzaju refleksje teoretyczne dawały fatalne rezultaty: przyniosło to koniec końców postawę opartą na całkowitej negacji zachodniej nowoczesności. Na końcu tej drogi byliśmy już zaprzysięgłymi antymodernistami. Papież wszedł na tę drogę pierwszy i to patronował mentalnemu rozwojowi naszej generacji.

Rezultatem teoretycznego uogólnienia tej antykomunistycznej postawy, która była w latach 80. konieczna w naszej praktyce politycznej, okazała się całkowicie błędna teologiczna i filozoficzna koncepcja świata nowoczesnego, do którego skądinąd chcieliśmy dołączyć – co dawało wtedy, i daje do dziś, efekt dziwnego rozdwojenia, światopoglądowej schizofrenii. Antykomunizm papieża, podparty silną romantyczną identyfikacją polskością, nieuchronnie podszytą kompleksami i resentymentem, wydał owoc w postaci nieufności wobec Zachodu. Papież wykrył w nim wiele elementów „bolszewickiego nihilizmu”, jaki piętnował w bloku wschodnim i który nazwał w związku z tym cywilizacją śmierci. Akurat Tomasz Piątek ten motyw uważa za całkiem słuszny, bo jako świeżo nawrócony ewangelik łączy się ze swymi fundamentalistycznymi braćmi na Zachodzie, ale mnie wydaje się on absolutnie skandaliczny. Ten nieszczęsny papieski topos, który pozwala rozkwitać do woli polskim resentymentom i każdemu obywatelowi tego niedorozwiniętego cywilizacyjnie kraju nazywać zachodni system grzeszną i upadłą „cywilizacją śmierci”, uważam za największe oszustwo, pociągające za sobą same fatalne następstwa. Nikt nie dał kompleksowi polskiemu lepszego narzędzia oszukańczej artykulacji (no, może wcześniej Mickiewicz, z którego Prelekcji paryskichcała ta gra niższości i wyższości wobec Zachodu pochodzi): my, Polacy, może nie mamy dobrze funkcjonującego prawa, które chroni jednostkę, i śmiejemy się z tych wszystkich drobnych liberalnych regulacji, które zapewniają „ciepłą wodę w kranie”, ale za to mamy Wielki Projekt, pomysł na zbawienie świata i w ogóle jesteśmy Chrystusem narodów. Zważywszy na to, jak bardzo ta romantyczna, pseudomesjańska mrzonka odbija się dzisiaj posmoleńską czkawką, ten papieski termin – „cywilizacja śmierci” – staje w zupełnie innym, bynajmniej nie niewinnym świetle. Polska inteligencja krytyczna powinna wreszcie nauczyć się składać do kupy pewne fakty (Mickiewicz, papież, Kaczyński) i zacząć wyciągać wnioski. Jednym z nich jest imperatyw natychmiastowego demontażu tego kretyńskiego hasła”

I dalej na pytanie: czy Jan Paweł II jako teolog czy filozof ma jakąkolwiek propozycję dla kogoś, kto chce dziś poważnie myśleć o religii czy etyce?” Bielik-Robson odpowiada: Nie, raczej nie, i to z powodów, które właśnie wyłuszczyłam, właściwie powodów trochę tragicznych. Spuścizna teologiczna papieża nie stanowi przekonującej jedności. Elementy modernizmu katolickiego, który jest personalistyczny, pomieszane są w niej z dosyć reakcyjnym katolicyzmem idącym od strony Opus Dei i zachowawczych myślicieli katolickich, jak Romano Guardini czy Hans Urs von Balthasar. To się właściwie na nic nie składa. Niestety, najbardziej chwytliwy z tego okazał się slogan o cywilizacji śmierci. Pochodzi on z najbardziej ponurego, reakcyjnego katolicyzmu, który wytoczył wojnę nowoczesności, ukształtowanej głównie przez chrześcijaństwo reformowane, za to, że wytrąciła mu władzę z ręki. To nie jest żadna teoria, to jest prosty resentyment z powodu odebrania władzy; nie ma tu nic oprócz urażonego, wściekłego warkotu Kościoła, któremu odebrano rządy nad maluczkimi”.

I to by było na tyle „przemyśleń” ludzi lewicy. Słowem nie zrozumieli, domagają się, żeby Kościół był jak oni, i za to atakują papieża. Żałość bierze, szczególnie, gdy się pomyśli, że dla robotników, ludzi pracy czy kobiet Jan Paweł II zrobił o niebo więcej niż Kazia Szczuka i wszystkie jej kumpelki z całego świata, Agata Bielik-Robson z Cezarym Michalskim i „Krytyka Polityczna”. I może stąd ich złość.

TPT

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »