Jak działa "to coś" na myszy? „Jądra myszy przyjmujących lek kurczyły się i produkowały znacznie mniej plemników, które były również mniej ruchliwe. Dodatkowo część z myszy pod wpływem leku była bezpłodna” - czytamy w "Metrze". Podanie środka nie zmniejszyło mysiego popędu seksualnego, a po jego odstawieniu mogły znów mieć potomstwo. Naukowcy mają nadzieję, że „lek” zadziała w identyczny sposób na mężczyzn.
Nie podzielam optymizmu „Metra”, bo samo słowo „lek”, jest nie na miejscu. Bo cóż takiego złego leczy, jaką chorobę? Oprócz myszek, żal w tym wszystkim przyszłych rzesz pogubionych facetów ze skurczonymi jądrami w miłosnych uniesieniach. Bo w tym całym naukowym eksperymencie brzmi jakieś echo dobrowolnej kastracji z mysim piskiem w tle.
Jarosław Wróblewski

