W Europie Zachodniej socjalistyczne bojówki organizują protesty tzw. Oburzonych, którym towarzyszą antyklerykalne nastroje prowadzące m.in. do profanacji. Czy w Polsce realny jest podobny scenariusz?


- Na to, co widzimy w Europie, składa się kilka przyczyn. Po pierwsze, kryzys na Zachodzie jest boleśniej odczuwany niż w Polsce. Uderzenie tam było mocniejsze, ponieważ ludzie przyzwyczaili się do luksusu i wygód. Kryzys, który zawitał już do naszego kraju - z wielu powodów - nie dał się aż tak mocno odczuć, choć nie można powiedzieć oczywiście, że jest niedostrzegalny. Nasze społeczeństwo zachowuje cały czas trochę inną mentalność. Polacy przywykli do radzenia sobie z kłopotami, zmagania się z codziennymi problemami. Myślę więc, że aż takiej podatności na ten lewacki ruch, o charakterze może nawet rewolucyjnym, na razie w naszym kraju - moim zdaniem - nie ma. To odnośnie do protestów o podłożu gospodarczym. Natomiast jeśli chodzi o antyklerykalne nastroje, to jak się okazuje, są one dzisiaj bliskie części europejskiej młodzieży, o czym świadczy również wynik ostatnich wyborów w Polsce.


Niektórzy bagatelizują antyklerykalne hasła Ruchu Palikota, twierdząc, że to tylko prowokacje, które nie są w stanie zmienić radykalnie naszego społeczeństwa. Trudno jednak nie dostrzec medialnego wsparcia dla tej szkodliwej inicjatywy i ambicji, którym sam Palikot nieraz dawał wyraz.


- Dlaczego Palikot zdobył tak wysokie poparcie, to kwestia, która wymaga niewątpliwie analizy, nie tylko socjologicznej. Takie pytanie musimy sobie stawiać my, duchowni i świeccy, i odpowiedzieć, czy nasze świadectwo jest wyraźne? Czy ludzie mogą czerpać z niego wzór i czy Ewangelia jest głoszona konsekwentnie przez ludzi Kościoła? Być może gdzieś na tej linii zawodzimy i to należy zmienić. Nie możemy narzekać, że ktoś gdzieś zagłosował na hasła wrogie Kościołowi. Musimy widzieć zagrożenia, ale przede wszystkim głosić naukę Kościoła tam, gdzie jesteśmy, pracujemy, działamy. Młodzi ludzie potrzebują autorytetu i wartości - my jako chrześcijanie musimy dawać nadzieję w sposób skuteczny i widoczny. Na Zachodzie antyklerykalne hasła dzisiaj wynikają głównie z tego, że Kościół postrzegany jest jako restrykcyjna instytucja ingerująca w prywatne sprawy i moralność. Natomiast u nas antyklerykalizm ma raczej - tak sądzę - podłoże, nazwijmy to: ekonomiczne. Najbardziej chwytliwym hasłem jest obraz Kościoła jako bogatej instytucji niezajmującej się biednymi. Oczywiście, jest to obraz nieprawdziwy, wynikający z niewłaściwej percepcji społecznej. Tak naprawdę żadna inna instytucja nie zabiega tak o sprawy człowieka, zwłaszcza biednego, jak Kościół katolicki. Zaangażowanie Kościoła w tej materii jest w moim przekonaniu większe niż państwa, może nawet niektórych samorządów.


I dlatego właśnie Kościół jest i ciągle będzie atakowany. Pytanie tylko o skalę i zasięg "politycznych" aspiracji lewackich środowisk.


- Bardzo trudno mi na ten temat spekulować. Z całą pewnością hasła antyklerykalne to jest to, dzięki czemu Palikot osiągnął sukces. Kluczowe pytanie brzmi: Jakie grupy wyborców oddały na niego swój głos? Czy ci, których nie trzeba było przekonywać do wojującego antyklerykalizmu, czy udało się mu na swoją stronę przeciągnąć nowych wyborców. Wydaje mi się, że niestety ta druga opcja jest bardziej realna. 

 

JW/NaszDziennik.pl