Zdjęcia pokazywane przez Fundację PRO są szokujące, ale taki jest ich cel. Działacze z Fundacji PRO już przy okazji wcześniejszych wystaw sami stwierdzali, że kampania jest kontrowersyjna. - Szok w tym przypadku służy refleksji – kwituje członek zarządu Fundacji Mariusz Dzierżawski. - Aborcja jest straszną zbrodnią – to jasny komunikat, który chcemy przekazywać – mówił nam Dzierżawski przy okazji poznańskiej wystawy, na której pokazano plakat z napisem "Aborcja dla Polek. Wprowadzona przez Hitlera 9 marca 1943". Na zdjęciu tym widać zabite w wyniku aborcji dziecko i wizerunek Hitlera.
Na innych plakatach widać szczątki wyabortowanych dzieci, krew, kawałki rączek i nóżek leżących na monetach i hasło: "Biznes aborcyjny. Kto zarabia na zabijaniu?".
Wszyscy rozmówcy "Gazety Wyborczej", oprócz jednego małżeństwa, jednym głosem krytykują wystawę za jej brutalności i agresywność, nie pomijając sztandarowego argumentu jej przeciwników, że wystawa może szokować małe dzieci. - To straszne - mówi "GW" Jolanta Żakiewicz spacerująca z córką i wnukiem w wózku. - Córka chciała to oglądać, ale się nie zgodziłam. Wystawa przeraża, ale czy to sposób na walkę z aborcją? Nie powinna tu wisieć.
Gdy fundacja po raz pierwszy zdecydowała się pokazać ekspozycję "Wybierz życie", przygotowała szereg ekspertyz pod kątem jej percepcji. Portal Fronda.pl opublikował jedną z nich, z opisaniem jej percepcji przez dzieci w poszczególnych okresach rozwoju. Wielu przeciwników wystawy próbowało zamknąć usta jej organizatorom. Sądy kilkakrotnie zajmowały się skargami na ekspozycję. Dotychczas wszystkie sprawy kończyły się odrzuceniem zarzutów.
Plansze na Dewajtis mają wisieć do 20 maja. Zgodził się na nią ks. Bogusław Jankowski, dyrektor domu rekolekcyjno-formacyjnego. - Wystawa obroniła się już przed widzami, którzy ocenili ją pozytywnie. Nigdy nikomu nie zaszkodziła, według ekspertyzy psychologa nie szkodzi dzieciom, a tym bardziej dorosłym. Wszystkie rozprawy sądowe wygrała - mówi Fronda.pl ks. Jankowski. Dodaje, że nikt nie złożył na nią skarg ani pisemnych, ani ustnych.
W sprawę zaangażował się Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego. - Zastanawiamy się, czy zwrócić się do organizatorów wystawy o jej przeniesienie. Co prawda teren, na którym jest pokazywana wystawa nie należy do uniwersytetu, dlatego nie podjęliśmy działań w znaczeniu oficjalnym – mówi rzecznik UKSW Marcin Kozłowski. Uważa on jednak, że wystawa jest zbyt ostra. - Oglądają ją małe dzieci przychodzące z rodzicami do kościoła, spacerowicze czy gimnazjaliści, którzy mają szkołę na terenie uczelni. Ponadto 22 kwietnia pochowaliśmy naszego rektora, sytuacja ogólnie nie jest sprzyjająca, by akurat teraz pokazywać takie obrazy – mówi Kozłowski. Na zarzuty, że wystawa szokuje przechodniów odpowiada ks. Jankowski: - Wystawa jest oddalona od chodnika kilka metrów. Ktoś idąc nie musi jej oglądać, jeśli nie chce.
Jak to możliwe, że Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w ogóle rozważa chęć pozbycia się wystawy z okolic uczelni? - UKSW jest uczelnią świecką, na 9 wydziałów tylko trzy są kościelne - odpowiada rzecznik uczelni. - Są uniwersytetem państwowym, muszą zachować poprawność - komentuje ks. Jankowski.
Dokładnie rok temu, w maju 2009 roku UKSW, pod wpływem medialnej nagonki "Gazety Wyborczej", odwołał zaplanowaną i przygotowaną przez studenckie Koło Myśli Politycznej i Prawnej UKSW konferencję na temat homoseksualizmu. Gościem konferencji miał być amerykański psycholog, dr Paul Cameron, którego poglądy nie podobały się red. Piotrowi Pacewiczowi z "GW". UKSW w uzasadnieniu podał, że nie chce być uważany za uczelnię homofobiczną.
Magdalena Romaniuk
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

