Tomasz Wandas, Fronda.pl: Jaki był stan wojenny? Czy jak twierdzi pan Mazgula, dochowywano wtedy kultury?
Anna Schmidt-Rodziewicz, klub parlamentarny PiS: Jestem zdumiona taką interpretacją tamtych wydarzeń. Większość Polaków wie, czym był stan wojenny, to zaostrzona cenzura, godzina policyjna, represje Polaków i strach w ich oczach - to tak w skrócie. Próba rozmywania tego obrazu budzi mój największy sprzeciw. To mroczny czas, którego apogeum był właśnie stan wojenny. Po moją mamę-działaczkę opozycji przyjeżdżało SB i zabierało ją z pracy na przesłuchania, więc nikt mi nie wmówi, że wtedy panowała kultura. To jakiś absurd!
Czy PiS definitywnie rozliczy wszystkich komunistycznych zbrodniarzy?
Mam nadzieję, że tak się stanie, choć przez lata obserwowaliśmy niewydolność polskiego wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie, szczególnie wobec nieżyjących już współautorów wydarzeń z tamtego okresu. Ważne jednak, że przy IPN działa Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu.
Co Pani myśli o demonstracjach KODu? Dlaczego demonstrują właśnie dziś? Dlaczego "Obywatele RP" będą od teraz blokować marsze Smoleńskie w Warszawie?
Na portalach społecznościach znalazłam rozwinięcia tego skrótu: obywatele Ryszarda Petru lub obywatele ruchu Palikota. Myślę, że ta interpretacja w pełni oddaje powagę tych demonstracji. To zwykła polityczna hucpa i kolejna próba podzielenia Polaków nawet w kwestii oceny stanu wojennego, która dotychczas, wyłączając beneficjentów tamtego systemu, pozostawała jednoznaczna. Myślałam, że są w Polsce jakieś "świętości" - wydarzenia historyczne, których ocena pozostaje jednoznaczna i bezsporna, odkąd w Sejmie pojawiła się Nowoczesna - wszystko jest możliwe. Pomysł blokady marszy smoleńskich to element gry politycznej - jakoś dotychczas przez 6,5 roku nie było takich zakusów, wnioskuję więc, że nie same marsze rocznicowe stanowią tu problem w oczach działaczy KOD-u...to tylko zasłona dymna...
Jacy są to ludzie(zwolennicy KODu) co ich charakteryzuje i jak długo jeszcze Pani zdaniem będą prowokować rząd i Polaków?
Myślę, że część tych osób nie bardzo zdaje sobie sprawę w czym uczestniczy. Jak wynika z doniesień medialnych - udział w protestach jest opłacany, co niewątpliwie odbiera części z tych osób wiarygodność. Sądzę, że w końcu taka formuła manifestowania swojego zdania się wyczerpie - życie nie znosi próżni, a Polacy oczekują od polityków merytorycznej pracy i wprowadzania obiecywanych reform, a nie medialnych eventów na ulicach.
Gdyby miała Pani okazję na spokojnie, bez emocji, co powiedziałby Pani takiemu demonstrującemu człowiekowi?
Zapytałabym o jaką Polskę walczy? Wolną i demokratyczną, dzięki której może demonstrować czy Polskę postkomunistów, w której polski emeryt żyje za kilkaset złotych, a beneficjent tamtego systemu za prześladowanie swoich rodaków bierze kilka tysięcy emerytury?
Bardzo dziękuję za rozmowę.
