Marta Kwaśnicka, poetka, eseistka, dziennikarka Polskiego Radia:

1. W III RP, niestety, jest niewiele z II RP. Współczesnej Polsce brakuje symbolicznej ciągłości z tradycją, do której powinna się odwołać – czyli właśnie z I i II Rzeczpospolitą. Chociaż ustalenie Święta Niepodległości na 11 listopada jest dość arbitralne, to dzień ten został ustalony jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym; została wówczas zadzierzgnięta pewna tradycja, którą powinniśmy dziś podtrzymać. Nie będziemy nigdy żyli w normalnym kraju, jeśli nie będzie się w nim uroczyście obchodzić świąt ważnych dla poprzednich pokoleń – na przykład rocznicy odzyskania niepodległości po ponad wieku zaborów. Trzeba pamiętać, że republikanizm, tak bliski polskiej tradycji, polega między innymi na celebracji własnej państwowości, na obywatelskiej wierności państwowym rytuałom. 11 listopada powinno zatem być naszym świętem, podobnie jak inne dni, 15 sierpnia i 3 maja - uroczystości zupełnie kapitalne, bo łączące w sobie wielkie wydarzenia historyczne i tak ważny dla nas kult Maryjny.

2. Pójdę do kościoła pomodlić się za Polskę, potem, być może, na spacer do Ogrodu Saskiego.

 

Jan Filip Staniłko, Instytut Sobieskiego, "Arcana":

1. Irytuje mnie, że to święto jest w listopadzie. Moim zdaniem 11 listopada nie da się świętować. Na przykład urodziny Królowej Brytyjskiej są przenoszone na termin, w którym wszyscy się mogą zebrać i świętować. Inne kraje także mają swoje święta państwowe kiedy jest cieplej. Moim świętem jest 3 maja. To właśnie konstytucja 3-ego maja stanowiła projekt nowoczesnego narodu. Oczywiście 11 listopada przypomina nam o tym, że straciliśmy i odzyskaliśmy niepodległość. Trudno jednak powiedzieć, żebyśmy mieli jakąkolwiek łączność z elitami II RP. To święto związane także z postacią społecznie w większości nie akceptowaną, czy przynajmniej kontrowersyjną dla elit. Piłsudski nie jest ich ulubieńcem. Ich przodkowie nie byli przecież politycznymi sprzymierzeńcami Marszałka. Zresztą nad dzisiejszą polityką III RP nie unosi się duch Piłsudskiego. Ja bym chciał, by unosił się duch 3 maja.

2. Pierwszy raz spędzę 11 listopada w Warszawie. Zapewne pójdę na Plac Piłsudskiego.

 

Artur Bazak, "Teologia Polityczna":

1. Rok temu byłem na paradzie wojskowej z okazji 90. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Na Nowym Świecie tłoczyły się masy ludzi. W oczy rzucały się rodziny z dziećmi i… młodzi ludzie. Wydawałoby się, że takie imprezy przyciągają tylko staruszków, fascynatów militariów i ewentualnie turystów. Jest inaczej. Te same tłumy codziennie przewalają się przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Równie wielkie przyciąga grób ks. Jerzego Popiełuszki. Święta III RP nie przyciągają takich mas. Dlaczego?

Polska zaczynała się w XX w. trzy razy. Pierwszy raz po stu dwudziestu trzech latach niewoli i przetrwała dwadzieścia lat, zanim została starta w proch przez dwa krwiożercze totalitaryzmy. II RP wydała z siebie Kolumbów, niedoścignione pokolenie, które złożyło w jej obronie daninę krwi. To spośród nich wyłonili się znakomici artyści oraz architekci i budowniczowie Państwa Podziemnego – fenomenu na skalę światową. Trzecia Polska ma swój założycielski mit w bezkrwawej rewolucji, ideologię w postaci ogólnonarodowego pojednania, własnych bohaterów i rocznicowe święta. Sęk w tym, że coraz więcej ludzi dostrzega, że rewolucja wcale nie była bezkrwawa, bo choćby podczas obrad Okrągłego Stołu ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach księża. Że ogólnonarodowe pojednanie oparte jest na kłamstwie, amnezji i nierozliczeniu win. Że bohaterowie nie dorastają do swojej legendy.

Dlatego zbieramy się na paradach wojskowych i tłoczymy w Muzeum Powstania. Nie z powodu tego, że ekscytuje nas patriotyzm militarny. Ale dlatego, że bliski nam jest duch patriotyzmu wspólnotowego: codziennej walki o wspólną rzecz, rządy sprawiedliwości i obstawanie przy wolności do samego końca. To są jasne wartości, wokół których warto się jednoczyć. Takiego patriotyzmu uczy postawa nieodżałowanego ks. Jerzego Popiełuszki. Trudno świętować odzyskanie wolności w 1989 r. bez poznania prawdy o jego męczeńskiej śmierci. Dlatego nie wolno nam zapomnieć o ofierze pokolenia II RP, warszawskich powstańców i męczenników komunizmu, którzy są prawdziwymi bohaterami III RP.

2. 11 listopada spędzę czas z żoną i przyjaciółmi. Będziemy oglądać transmisję z koncertu De Press.

 

Michał Łuczewski, socjolog UW, "44":

1. Kłopot z porównaniem II i III RP polega na tym, że II RP umarła, a III RP – nie. Nasze życie zaś, w tym życie państw i narodów, możemy ocenić jedynie z perspektywy końca. Bo dopiero koniec definiuje to, czym byliśmy wcześniej.

Oznacza to, że ocena II RP wymaga spojrzenia na nią nie z perspektywy 11 listopada (umownego początku), lecz z perspektywy drugiej wojny światowej, prawdziwie apokaliptycznego końca. Początek niesie ze sobą wiele potencji, które nie muszą się spełnić. Koniec zaś jest ostatecznym sądem. Oznacza to również, że nie potrafimy należycie ocenić dwóch ostatnich dekad. Zanurzeni w historii, która się nie skończyła, nie umiemy znaleźć żadnego punktu oparcia, który pozwoliłby nam wydać bezstronny werdykt. Musimy więc biernie czekać, aż historia III RP dobiegnie swojego kresu.

Jak z tej perspektywy wygląda II RP? Istnieją przynajmniej trzy główne narracje dotyczące Dwudziestolecia. Pierwsza: II RP była krajem autorytarnym, rządzonym przez wojskową juntę, prześladującym mniejszości narodowe, pełnym nierówności społecznych. Druga: II Rzeczpospolitej, pomimo stulecia nieistnienia polskiej państwowości, udała się rzecz niebywała. Tam, gdzie przed 1918 rokiem była pustka, wyrosła regionalna potęga. Powstała Gdynia, COP, sieć kolejowa, system radiowy, sprawny wywiad i kontrwywiad, jednolity system prawny i edukacyjny. Narracja trzecia: II RP była czasem ducha, zapału, entuzjazmu, totalnej mobilizacji, wielkich wyzwań – czasem romantyzmu. Druga wojna światowa sprawiła, że niedoskonałości II RP zeszły na dalszy plan, a na planie pierwszym znalazły się osiągnięcia państwa i duch narodu. Druga wojna światowa pokazała, że z pokrzywionego drzewa polskości czasem udaje nam się coś wyciosać. Możemy przypuszczać, że w momencie próby, z całą naszą niedoskonałością, nie bylibyśmy wiele gorsi. Tego się jednak nie dowiemy, dopóki nie nastąpi kolejna mała apokalipsa.

2. 11 listopada: z moją córeczką – pójdę na plac zabaw, z kolegami – na wręczenie nagród im. Józefa Mackiewicza, z żoną – po raz kolejny obejrzę film Macieja Cuskego "Dekalog III (Pamiętaj, abyś dzień święty święcił)". Bo to jest polski film, który pokazuje, że nawet w III RP nie musimy gasić ducha.

 

Krzysztof Wołodźko, stały współpracownik, felietonista OBYWATELA:

1. Pytanie, co rozumiemy przez "nasze" święto. Święto wszystkich Polaków, czy tych, których pamięć sięga dalej niż dnia wczorajszego? Dalej niż ostatnich 20 lat czy czas PRL? Formalnie to święto państwowe, a zatem "wszystkich Polaków", czy też  "nasze święto", czyli współcześnie żyjących. III RP w niewielkim stopniu przypomina jednak II Rzeczpospolitą, to zupełnie inny byt polityczny, ustrojowy, ekonomiczny. Zupełnie inne społeczeństwo, jego warstwy i elity/"elity". Nawiązanie do tradycji i wydarzeń dwudziestolecia międzywojennego jest więc pewnego rodzaju "zaszczepianiem pamięci" na pniu świata ukształtowanego po Jałcie. Jest to o tyle konieczne, że trudno pozytywnie nawiązać do czasów radzieckiego dyktatu, mniej lub bardziej ordynarnej i brutalnej manipulacji prawdą historyczną, itp. W tym sensie 11 listopada to MUSI być nasze święto, jako niemal mityczne nawiązanie do czasów, w których niewielu już mogło bezpośrednio uczestniczyć. Ale jest to w głębszej warstwie święto tych, którzy chcą pamiętać.

2. Cóż, od rana do popołudnia będę pracował, później mam nadzieję spotkać się z kilkoma znakomitymi blogerami salonu24: Sowińcem, Rybitzkim, gw1990. Ponieważ jeden z nich jest piłsudczykiem, działaczem społecznym, inny studentem historii z pewnością poruszymy także "polskie sprawy". Wieczór w domu, mam zamiar obejrzeć na Dwójce koncert DePress poświęcony "żołnierzom wyklętym", poczytam książkę do zrecenzowania dla OBYWATELA ("Spółdzielnie mieszkaniowe: pomiędzy wspólnotą obywatelską a alienacją", Arkadiusz Peisert) i dla relaksu (choć z akcentem patriotycznym) antologię opowiadań fantastycznych "Niech żyje Polska. Hura!". To nie jest arcypatriotycznie spędzone Święto Niepodległości, prawda?

 

Krzysztof Bosak, członek Rady Programowej TVP, były poseł:

1. 11 listopada to oczywiście święto niepodległej Polski. Dyskusje o ciągłości czy też jej braku pomiędzy drugą a trzecią Rzeczpospolitą nie mają tu nic do rzeczy. Traktuję ten dzień jako "swój" lub też "nasz". Pewnie dla niektórych ten dzień niewiele znaczy, są tacy, którzy w ogóle w Polsce czują się obco, znam takich ludzi. Ale dla mnie Święto Niepodległości to uroczystość. Nie chcę się więc wypowiadać za innych czy w imieniu ogółu, nie czuję się do tego upoważniony. Nie jestem też pewien czy stawianie takich pytań jest dobrym pomysłem, święta się powinno świętować, a nie relatywizować. Z reguły ci, którzy poddają krytyce czy to sposób świętowania, czy to polski patriotyzm, nie mają sami zbyt wiele do zaproponowania. Uważam, że pewna prostota w podejściu do patriotyzmu, do Ojczyzny, do niepodległości, jest raczej atutem niż wadą.

2. Co roku 11 listopada biorę udział w jakiejś części uroczystości oficjalnych, państwowych czy też lokalnych. Jednocześnie zawsze z tej okazji organizowane są jakieś wydarzenia przez moich znajomych, w których też biorę udział. Są to z reguły konferencje i towarzyszące im przemarsze. O ile listopad to zimny miesiąc i trudno zmienić to święto w festyn, tak by miało bardziej radosny, rozrywkowy charakter, o tyle dla mnie właśnie było ono zawsze czymś radosnym. Te uroczystości, konferencje, wyjazdy, zawsze były pretekstem do spotkania dawno niewidzianych znajomych, odświeżenia przyjaźni, wymienienia uwag, poznania nowych ciekawych osób. Pewnie by tak nie było, gdyby nie środowisko w którym funkcjonowałem przez lata, środowisko Młodzieży Wszechpolskiej. Same uroczystości oficjalne raczej nie przyciągną młodzieży, a jeśli nawet to nie będą dla niej czymś interesującym. Dlatego uważam, że warto w ten dzień organizować wiele mniejszych inicjatyw społecznych. W tym roku jadę na 11 listopada do Wrocławia, gdzie moi młodsi koledzy organizują ciekawą konferencję, towarzyszyć temu będzie przemarsz, przejażdżka po mieście specjalnym niepodległościowym tramwajem oraz koncert i wspólnie spędzony wieczór.

 

Aleksander Z. Zioło, prawnik, innowator społeczny, współtwórca i szef Warsztatów Analiz Socjologicznych:

1. Moim zdaniem to święto obywateli, którzy potrafili podjąć trudy wspólnego działania i dzięki temu Polska odzyskała niepodległość. Powiem więcej dzięki wspólnej pracy i intelektualnemu wysiłkowi owi obywatele zbudowali instytucję państwa. Okres początku XX wieku i wysiłek zbrojny związany z odzyskaniem niepodległości spowodował, że to państwo było zbudowane na etosie żołnierskim. I było to całkiem sprawne państwo, z którym zdecydowana większość obywateli się utożsamiała. Natomiast kampania wrześniowa 1939 roku i zaangażowanie Polaków na frontach II wojny światowej świadczą o dobrym wyborze naszych przodków.Takiego państwa nie udało się zbudować generacji ludzi Solidarności, doprowadzili oni Polaków do wolności, ale nie udźwignęli trudu zbudowania instytucji państwa. Nie udało im się wytworzyć wspólnotowego etosu Polaków po 1989 roku. Ugrzęźli w jałowych sporach – czy więcej wolności, czy więcej solidarności? To problem z którym weszliśmy do Unii Europejskiej i moim zdaniem to właśnie brak sprawnych instytucji państwa może oznaczać naszą marginalizację wśród państw Unii. Polacy nie uciekną od podstawowego pytania "Po co Nam Polska". I to niemal dramatyczne pytanie jest coraz silniej słyszalne. Na każdym kroku spotykamy się z niedowładem instytucji państwowych. Coraz częściej je sobie zadajemy. Choć nadal jest to dla mnie zagadką, że po 20-stu latach wolnej Polski to właśnie ja musiałem głośno i wyraźnie postawić to pytanie w ramach projektu System09.

2. Tymczasem 11 listopada 2009 roku zasiadam do lektury tekstów Theodore’a Roosevelta, który podobnie jak ja był słabego zdrowia.

 

Szymon Ruman, ekspert ds. legislacji w Zespole Prawa Europejskiego i Międzynarodowego Biura Analiz Sejmowych, były rzecznik prasowy Marszałka Sejmu i prezes stowarzyszenia Młodzi Konserwatyści:

1. Święto Niepodległości to jak najbardziej nasze święto i myślę, że to najważniejsze. 11 listopada zdążył się mocno zakorzenić w świadomości Polaków nie tylko jako dzień wolny, ale również jako ważna rocznica odzyskania własnego państwa po latach niewoli.  Na pytanie ile jest II RP w tej III nie ma łatwej odpowiedzi. Wydaje mi się jednak, że coraz więcej. O ile nasz patriotyzm nie jest może tak masowy jak w dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy zachwyt Niepodległością był bardzo świeży, to coraz więcej środowisk odwołuje się do tradycji II RP. Myślę tu o takich środowiskach jak harcerstwo, Skauci Europy, korporacje akademickie, Młodzi Konserwatyści, a ostatnio Fundacja Republikańska oraz wiele innych. Jeśli te środowiska uzyskają w najbliższych latach większy wpływ na życie publiczne to myślę, że III RP będzie czerpała coraz więcej z tego co najlepsze w Polsce międzywojennej.

2. Co roku 11 listopada po mszy świętej biorę wraz rodziną udział w uroczystościach na pl. Piłsudskiego w Warszawie, a od kilku lat bierzemy również udział w paradzie, która przechodzi Traktem Królewskim. Stałym punktem od mojego dzieciństwa, jest też kawa i ciastko, najczęściej w Hotelu Europejskim. Tak będzie i w tym roku. Z roku na rok coraz więcej osób i środowisk organizuje "śpiewanki" patriotyczne. W tym roku musiałem wybierać z kilku konkurencyjnych zaproszeń. Także dobry zwyczaj śpiewania piosenek patriotycznych, przede wszystkim legionowych odżywa. Myślę, że Polacy mają powody do dumy i zaczynają coraz śmielej to manifestować. Widać to nie tylko 11 listopada, ale także podczas innych rocznic np.: 1 i 15 sierpnia.

 

oprac. JaLu

 

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »