Od początku, już od pierwszych chwil po katastrofie, kiedy zaczęliśmy się spotykać na Krakowskim Przedmieściu czuliśmy, że coś jest nie tak, jeśli chodzi o oficjalne przyczyny katastrofy. Zobaczyliśmy bardzo rozsądną reakcję ludzi na to, że rząd od początku nie zachował się tak jak powinien, nie stanął po stronie prawdy i bierze udział w zaciemnianiu jej obrazu. W przez trzy lata w tej postawie nic się nie zmieniło.

Grupa osób niezłomnych, angażujących się w zachowanie pamięci o tych, którzy zginęli jest dziś skonsolidowana. Możemy na sobie polegać. Zawiązały się znajomości czy nawet przyjaźnie. Imponują mi osoby, które pamiętają o Smoleńsku. Są nieustępliwi, cenią honor i są solidarni – tak jak na Polaków przystało.

Zobaczyłam jednak, że znów wzmógł się wysiłek, aby deprecjonować nasze działania. Atakuje nas „Gazeta Wyborcza”, choć ma coraz mniej czytelników. Dziś rano przed pałacem prezydenckim przemyka niczym tajemniczy Don Pedro jeden z jej dziennikarzy. Podsłuchuje o czym ludzie rozmawiają i później ich obsmaruje. Opisze to, co robimy, ale z pogardą. My się jednak nie damy – podkreśla Czerwińska.

Not. Jarosław Wróblewski