Wyprawa 54-letniego Anglika, ojca trójki dzieci, jest również aktem sprzeciwu wobec turystyki aborcyjnej Polek na Wyspy. Whittaker działa też w fundacji Life, która prowadzi w Anglii 33 ośrodki udzielające pomoc kobietom nakłanianym do aborcji. – W domach Life pomoc psychologiczną i doradztwo otrzymują także Polki. Robimy wszystko, by zwiększyć szansę uniknięcia aborcji – zapewnia mężczyzna.
Tym bardziej pracownicy fundacji są wstrząśnięci akcją polskich feministek ze SROM (Separatystycznych Rewolucyjnych Oddziałów Macicznych), które w marcu rozwiesiły one w Łodzi plakaty zachęcające do dokonywania aborcji w Wielkiej Brytanii.
Mężczyzna z działaczami pro-life związał się spontanicznie, w 30. rocznicę uchwalenia ustawy zezwalającej na aborcję w Wielkiej Brytanii. – Zobaczyłem w telewizji kard. Hume'a, arcybiskupa Westminsteru, wrzucającego do Tamizy róże, by upamiętnić nienarodzone dzieci. Ta scena tak mnie poruszyła, że zostałem obrońcą życia – wspomina.
To nie pierwsza tego typu podróż Lesa Whittakera. W 2007 r. przejechał 500 mil z rodzinnego East Grinstead do Belfastu. Podczas podróży zebrał 4700 funtów. Przekazał je na rzecz Life i innych organizacji zajmujących się obroną życia.
mm/TVP/Rp.pl/Iannounce.co.uk
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

