Colin Atkinson nie chce usunąć krzyża, uważając, że musi publicznie wyznawać swą wiarę. Gotów jest jej bronić nawet za cenę utraty pracy. Mężczyzna jest wiernym kościoła zielonoświątkowców, pracuje w Wakefield and District Housing (WDH), jednej z największych brytyjskich spółdzielni mieszkaniowych, już 15 lat. Krzyż na szybie furgonetki umieszczał już w poprzednich latach i nikt mu tego nie zabraniał. Dopiero w zeszłym roku szef depozytu, w którym pracuje, zażądał usunięcia skromnego krzyża, mimo iż sam zawiesił w swym biurze plakat osławionego latynoamerykańskiego rewolucjonisty Che Guevary.

WDH, mająca prawie 1500 pracowników i ponad 30 tys. mieszkań, korzysta również z pieniędzy publicznych. Chlubi się tolerancyjnością, uczestnicząc m.in. w manifestacjach na rzecz praw homoseksualistów. Swym niechrześcijańskim pracownikom pozwala nosić oznaki religijne, np. sikhom turbany. Osoba odpowiedzialna w spółdzielni za równość, która ze względu na zasadę neutralności domaga się usunięcia krzyża z furgonetki, ma zupełnie inną opinię co do muzułmańskiej burki. Uważa, że gdyby któraś z zatrudnionych chciała nosić to jej zdaniem „dyskretne nakrycie głowy”, nic temu nie przeszkadza, byleby dobrze pracowała.

Colin Atkinson, choć czuje się tą sytuacją bardziej zestresowany, niż kiedy pracował w kopalni albo odbywał służbę wojskową w Północnej Irlandii, nie chce co do krzyża ustąpić. Uważa, że nikt nie może czuć się urażony tym znakiem. Elektryk utrzymuje dobre relacje z licznymi niechrześcijanami. Wśród przyjaciół ma też hinduistę i sikha. Jego odważne chrześcijańskie świadectwo popiera wielu kolegów, a także przedstawiciele związków zawodowych i stowarzyszenia Chrześcijańskie Centrum Prawne. Według tego ostatniego postawa władz spółdzielni wobec Atkinsona jest nieliberalna i nietolerancyjna, a krzyż jako głęboki symbol miłości Boga do nas wszystkich nie powinien u nikogo wywoływać zastrzeżeń.

roja/RadioWatykańskie

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »