- W dzień świętego Andrzeja pannom z wróżby nadzieja – głosi staropolskie przysłowie. 30 listopada w Kościele katolickim wspomnienie św. Andrzeja Apostoła. W wigilię wspomnienia męczennika wiele dziewcząt z nadzieją spogląda w przyszłość. Lanie wosku i rozszyfrowywanie powstałych w ten sposób kształtów, wróżenie ze skórek od jabłka, ustawianie butów w rzędzie, by sprawdzić, która z dziewcząt pierwsza wyjdzie za mąż. To te najpopularniejsze „andrzejkowe” wróżby. Co na to Kościół katolicki?

 

Wróżbiarstwo to zabobon

Katechizm Kościoła Katolickiego stawia sprawę jasno. - Zabobon jest wypaczeniem postawy religijnej oraz praktyk, jakie ona nakłada. Może on także dotyczyć kultu, który oddajemy prawdziwemu Bogu, na przykład, gdy przypisuje się jakieś magiczne znaczenie pewnym praktykom, nawet uprawnionym lub koniecznym. Popaść w zabobon (Por. Mt 23, 16-22) - oznacza wiązać skuteczność modlitw lub znaków sakramentalnych jedynie z ich wymiarem materialnym, z pominięciem dyspozycji wewnętrznych, jakich one wymagają (KKK 2111).

Listopadowe wróżby, wbrew pozorom, dość dobrze zadomowiły się w polskich zwyczajach andrzejkowych. Co więcej, często taką formę „zabaw” można spotkać nie tylko w szkołach czy ośrodkach akademickich, ale także podczas imprez andrzejkowych organizowanych przy parafiach. Kościół katolicki, a nawet sami chrześcijanie, dość ostro bojkotują amerykańskie Halloween, które staje się u nas coraz popularniejsze. A jakie stanowisko Kościół zajmuje w sprawie „andrzejków”, z którymi nieodłącznie związanych praktyk nie sposób nie nazwać zwyczajnymi wróżbami? Jeśli Kościół potępia wszelkie wróżbiarstwo i magię związane z obchodzeniem Halloween, takie samo stanowisko będzie prezentował w kwestii zwyczajów andrzejkowych. I żadnym usprawiedliwieniem nie powinny tu być konotacje tego dnia z postacią świętego Andrzeja. Tymczasem wiele osób, także chrześcijan, zdaje się z samego tego faktu mieć znacznie większą dozę tolerancji względem „andrzejek”, co jest oczywiście postawą niewłaściwą.

 

(Nie)winna zabawa?

Niewłaściwą, bo może wiązać się z konkretnymi zagrożeniami. Wróżbiarstwo, w jakiejkolwiek formie, jest zawsze grzechem bałwochwalstwa, a nawet duchowego cudzołóstwa. Każdy zatem, kto będzie podejmował się takich andrzejkowych „zabaw w cudzołóstwo”, jak określił je ks. dr Aleksander Posacki SJ, naraża siebie na realne niebezpieczeństwa.

- Cały problem "Harry'ego Poterra", "święta" Halloween oraz obyczaju andrzejek polega na niezrozumieniu zagrożenia grzechem idolatrii oraz niebezpieczeństwa mediumizmu, który jest istotą wszelkich praktyk okultystycznych i może prowadzić do opętania demonicznego – ostrzegał jezuita, ks. dr Aleksander Posacki*.

Lanie wosku i odczytywanie z utworzonych w ten sposób kształtów, albo odczytywanie pierwszej litery imienia przyszłego męża z obierek od jabłka może niektórym wydawać się niewinną zabawą. I właściwie mogłabym na to przystać, jeśli zabawa ta nie byłaby związana z poważnym traktowaniem jej efektów. Jednak, jak już zaznaczyłam wcześniej, wszelkie formy wróżbiarstwa Kościół uważa za złe, a wszystkiego, co ma choćby pozór zła, każe unikać (1 List św. Pawła do Tesaloniczan). Dla chrześcijanina to Jezus Chrystus jest jedynym punktem odniesienia i to u Niego, a nie w woskowych kształtach, należy szukać odpowiedzi na pytania dotyczące człowieczego losu.

- Ja jestem Drogą…  - mówi Jezus w Ewangelii św. Jana. I tylko On wiedzie człowieka po właściwych ścieżkach.

Marta Brzezińska

* „Nasz Dziennik”, 28 XI 2008.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »