Fronda.pl: W okolicach Ługańska i Doniecka pojawiły się kolejne czołgi, wczoraj mogliśmy usłyszeć o porwanych przez separatystów dzieciach i wywiezieniu ich do Rosji. Czy to oznacza, że sytuacja na Ukrainie nie poprawia się? Poroszenko mimo iż jest pełnoprawnym prezydentem nie panuje nad sytuacją?
Andrzej Talaga: Poroszenko nie panował nad sytuacją jaka jest na Ukrainie ani przed zaprzysiężeniem go na prezydenta, ani po nim. Na Ukrainie nie był problemem brak prezydenta, który miałby legitymizację. Na Ukrainie problemem jest rozpad struktur władzy, w tym struktur siłowych. Ukraińcy mogą maksymalnie wystawić 10 tys. ludzi do jakiejkolwiek formy walki. Tych ludzi jest za mało, by zapanować nad sytuacją na wschodzie Ukrainy. Tam operuje 2- 3 tys. separatystów. Stąd taka sytuacja. To są duże przestrzenie, duże miasta, a siły po obu stronach relatywnie małe. Można spodziewać się, że podobne operacje separatystów będą się powtarzały. Będą one bardzo trudne do zlikwidowania. Wiemy jak trudno jest pokonać małe grupy partyzanckie państwom o wiele bardziej stabilnym niż Ukraina, nawet zachodnim.
Władza ukraińska przed zaprzysiężeniem Poroszenki górnolotnie deklarowała swoje chęci do rozgromienia rebelii. Tylko, że ani przed, ani po zaprzysiężeniu takich realnych możliwości nie miała. Nie ma ich nadal. Owszem widać dużą poprawę w działaniach sił ukraińskich, ale są to grupki, a nie duże oddziały. One są na poziomie drużyny oddziału specjalnego, kilku śmigłowców bojowych. To są siły mikro, a nie makro. To jest stanowczo za mało na pokonanie takiej rebelii.
Not.Ab
