Waszyngton traci cierpliwość do Moskwy i zwiększa liczbę szpiegów na odcinku rosyjskim - pisze Andrzej Łomanowski na łamach "Rzeczpospolitej".
Dziennik powołuje się na ustalenia amerykańskiego "The Washington Post", w którym czytamy, iż "amerykańskie agencje wywiadowcze rozszerzyły operacje przeciw Rosji na skalę niespotykaną od czasu zakończenia zimnej wojny".
Sytuacja nie jest jednak jednostronna. Jak przekonuje w "Rz" Aleksander Golc, rosyjski analityk wojskowy, także służby Moskwy przechodzą do "trybu pracy znanego z czasów zimnej wojny".
Bardziej aktywni są obecnie zarówno agenci CIA oraz cyberspiedzy podlegajacy National Security Agency.
Amerykanie mieliby stracić cierpliwość po tym, jak Rosjanie włamanli się na serwery komitetu Partii Demokratycznej oraz wspomnianej NSA.
Choć służy USA wydają dziś 10 proc. swojego budżetu na szpiegowanie Rosji, to wciąż jest to bardzo odległe od sytuacji z zimnej wojny, gdy na odcinku rosyjskim angażowano aż 40 proc. środków amerykańskiego wywiadu.
To może się jednak zmieniać, bo z kolei Rosjanie szpiegują Amerykanów dalece silniej. Według kontrwywiadu USA na terenie ich kraju działa ok. 150 szpiegów Moskwy. To nawet kilka razy mniej, niż amerykańskich szpiegów w Rosji.
ol/rzeczpospolita.pl
