Tygodnik przytacza wypowiedź Adama Hofmana, który stwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że Duda będzie nowym szeryfem, ale lepszym niż Zbigniew Ziobro, bo pozbawionym wad Ziobry.


Sam zainteresowany podkreśla, że jest prawnikiem, więc ma świadomość odpowiedzialności za to, co mówi. Nie podoba mu się jednak kreowanie go na następcę Zbigniewa Ziobry. - W niczyje buty nie zamierzam wchodzić, a zwłaszcza Zbyszka - mówi Duda.



W 2005 r. Arkadiusz Mularczyk wypatrzył go na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Początkowo pracował jako ekspert PiS w parlamentarnych komisjach. Według relacji "Newsweeka" Duda był znany w środowisku akademickim UJ ze swojego sceptycyzmu do lustracji w wykonaniu PiS. W 2006 r. Mularczyk podsunął jego kandydaturę Zbigniewowi Ziobrze i tak Duda został został wiceministrem sprawiedliwości.


- Bardziej interesuje mnie polityka krajowa - mówi Duda o jego ewentualnych aspiracjach do pracy w europarlamencie. Więc o co chodzi? - O Polskę - ucina dyskusję. - Jestem z góralskiej rodziny bardzo przywiązanej do tradycji. Bóg, honor, ojczyzna to nie były w moim domu puste słowa. Teraz staram się realizować wizję państwa, jaką proponował Lech Kaczyński - puentuje Duda.

 


Wypatrywanie nowych twarzy w PiS nie jest jakimś powszednim political fiction, ale realnym problemem z jakim muszą się zmierzyć władze partii. Trzeba jednak przyznać, że gdy za typowanie zabierają się "opiniotwórcze" czasopisma pokroju "Newsweeka" robi się niedobrze. Zwłaszcza, gdy zamiast chłodnej analizy mamy do czynienia z powtarzaniem anonimowych plotek, np. o tym, że Duda jest "przesadnie uslużny w stosunku do Marty Kaczyńskiej", bo... zaczekał na córkę tragicznie zmarłego prezydenta, gdy odwiedziła grób swoich rodziców (sic!).

 

AM/Newsweek/Wirtualna Polska