Zwolennicy ładu i nieładu liberalnego poinformowali, że już wkrótce będą manifestować w Warszawie przeciwko "nacjonalizmowi", a zarazem w obronie przyjmowania wyznających krwawe arabskie przesądy imigrantów.

"Oni rosną w siłę, my chcemy pokazać nasz sprzeciw. Siódmego listopada, w okolicach międzynarodowego dnia antyfaszyzmu oraz w bliskim sąsiedztwie corocznej farsy odbywającej się 11. listopada, wychodzimy na ulicę. Idziemy RAZEM PONAD GRANICAMI, pokojowo, jednak stanowczo. Każdy bowiem jest inny, ale wszyscy są równi. Nacjonalizm zaślepia ludzi i jesteśmy przekonani o tym, że osób, którym nie odpowiada obecna antyimigracyjna i ksenofobiczna polityka jest wiele i te właśnie osoby zachęcamy do dołączenia do naszego dema. Zapewniamy, że jesteście tu mile widziani i bezpieczni. KAŻDY ma prawo do niezgody na bezpodstawną przemoc i nienawiść. WSZYSCY więc przyjdźmy aby pokazać społeczeństwu, że istnieje alternatywa! Alternatywa, w której podstawą jest tolerancja, równość, respektowanie praw człowieka i człowieczeństwo!" - czytamy na facebookowej stronie wydarzenia "Demonstracja SOLIDARNOŚĆ ZAMIAST NACJONALIZMU 07.11.2015". 

"Niestety, dziś nacjonalizm staje się coraz bardziej modny. Truizmem jest, że nic nie jednoczy bardziej niż nienawiść. Nacjonalizm zawsze opierał się na wrogości do wszystkiego co nowe i inne. Ksenofobia, homofobia, islamofobia, rasizm czy antysemityzm od zawsze były podstawą ideologii, która jest niczym innym, jak niezdrowym i fanatycznym umiłowaniem swojego kraju. Umiłowaniem, które w rzeczywistości o wiele bardziej szkodzi, wychwalanej na każdym kroku, ojczyźnie niż pomaga, a najbardziej szkodzi ludziom" - piszą także.

Decyzję o manifestacji na Umschlagplatz bardzo mocno krytykuje portal Erec Israel - Izrael.org.il.

"Już za kilka dni kilka lewicowo-anarchistycznych organizacji (z Amnesty International na czele) organizuje w Warszawie demonstrację na warszawskim "Umschlagplatzu". To właśnie tam w czasach niemieckiej okupacji Żydzi byli ładowani do bydlęcych wagonów i kierowani do komór gazowych w Treblince" - piszą autorzy.

"To oburzające. Zaprawdę, są takie melodie, przy których nie wypada, po prostu nie wypada tańczyć...

Nie można zamieniać miejsc pamięci w areny politycznych sporów. 

"Umschlagplatz" to miejsce pamięci. Tam porządni ludzie oddają hołd setkom tysięcy pomordowanych Żydów. Czy ktoś w Polsce wyobraża sobie urządzanie politycznych wieców w Palmirach czy w Katyniu?

Demonstrować można przecież pod Sejmem, na Polach Mokotowskich, a nawet pod siedzibą takiej czy innej gazety.

Trzeba powtarzać do znudzenia na wielu forach: żydowska tragedia II wojny światowej i niemiecka machina ludobójcza mają się nijak do dzisiejszych muzułmańskich imigrantów, którzy napływają do Europy głównie z obozów dla uchodźców w Turcji, w których nie grozi im widmo komór gazowych, śmierci głodowej i rozstrzeliwań (i nikomu nie grozi śmierć za udzielanie im jakiejkolwiek pomocy). Wyprawa po niemiecki "socjal" to nie to samo co ucieczka przed niemieckimi Einsatzgruppen.

Każde, ale to każde porównanie dzisiejszej sytuacji muzułmanów do sytuacji Żydów europejskich podczas II wojny światowej jest haniebne, kłamliwe, uwłaczające Żydom i pomniejszające największą tragedię w historii narodu żydowskiego. Nie ma żadnej analogii!!!

Wreszcie sprzeciw ogromnej części polskiego społeczeństwa wobec fali muzułmanów (nie tylko Syryjczyków) zmierzających do Europy ma bardzo niewiele wspólnego z II wojną światową, a bardzo dużo z całkiem współczesnym fenomenem islamskiego dżihadu" - dodają.

"Nie powinno dziwić, że bezczelnego instrumentalizowania Holokaustu dopuszcza się taka antyizraelska organizacja jak Amnesty International (więcej w eseju Andrzeja Koraszewskiego) czy Pracownicza Demokracja, ale bardzo smuci w tej sprawie milczenie izraelskiej ambasady oraz żydowskich organizacji w Polsce z rabinem Michaelem Schudrichem na czele" - stwierdzają wreszcie autorzy.