„Narracja sporej części mainstreamowych publicystów i innych akolitów władzy, którzy przekonywali, że 24-procentowe (!) poparcie PSL w wyborach samorządowych to wynik skutecznej kampanii ludowców ostatecznie bierze w łeb. Wszystko za sprawą analizy dr. Jarosława Flisa z Uniwersytetu Jagiellońskiego (i Klubu Jagiellońskiego), z którego badań wynika, że partia Piechocińskiego dostała 700 tys. głosów „gratis” tylko dlatego, że wystąpiła na pierwszej stronie w „książeczce” wyborczej. Zatem wybory zostały wypaczone, zafałszowane” - pisze Marcin Fijołek na portalu wPolityce.pl.
700 tysięcy głosów to ok. sześciu punktów procentowych, dokładnie tyle, ile - w porównaniu z badaniem exit poll - zyskało Polskie Stronnictwo Ludowe – przypomina Fijołek.
Dr Flis przeprowadził eksperyment, wykorzystując fakt, że ludowcy nie wszędzie zarejestrowali swoje listy pod partyjnym szyldem (mowa o ok. 200 powiatach w całej Polsce). To z kolei oznaczało, że w pozostałych powiatach numer 1 na listach (ale tylko do rad powiatów) miało Prawo i Sprawiedliwosć. Socjolog przekonuje, że w tych ziemskich powiatach, w których lista PiS była na okładce, partai zdobywała ok. 10 proc. dodatkowych głosów.
W wyborach do sejmików wojewódzkich, tych najważniejszych, które traktuje się jako ogólnopolski „sondaż” - ludowcy miejsce na okładce książeczki mieli wszędzie i to wypaczyło wynik.
Jak się więc okazuje, wynik wyborów samorządowych nie oddał woli wyborców, dlatego trzeba zmienić formułę „książeczki”.
Po drugie – jak pisze autor komentarza - koalicje wyborcze w przynajmniej niektórych województwach są po prostu nieadekwatne do wrzuconych do urn głosów. „Po oficjalnych wynikach podanych przez Państwową Komisję Wyborczą partia kierowana przez Jarosława Kaczyńskiego rządzi tylko w województwie podkarpackim. Gdyby PSL otrzymało o te 6 pp. mniej, to PiS mogłoby mieć większość również na Podlasiu, w Lubelskiem, a niewykluczone, że również na Śląsku. Pozostałe województwa czekają na dokładniejsze zbadanie, ale i tam układ i rozkład sił byłyby inne” - pisze Fijołek.
Po trzecie - nie było ogólnopolskiego spisku wyborczego. Z badań dr. Jarosława Flisa wynika, że w ogromnej większości wynik wyborów został zafałszowany, a nie sfałszowany w jakiś odgórny sposób.
Po czwarte wreszcie – zdaniem dziennikarza, wybory do sejmików wojewódzkich powinny zostać powtórzone – z czym jednak nie zgadza się Jarosław Flis. „Powtórzmy, by wybrzmiało to dostatecznie mocno: wyniki wyborów do sejmików zostały wypaczone. W wielu miejscach rządzić będą ludzie, którzy nie mają wyborczej legitymacji, ale zostali wybrani przez przypadek (tudzież „przez nieporozumienie”, ale to źle się kojarzy). W wielu miejscach to właśnie oni będą dzielić ostatnią tak dużą transzę europejskich środków, będą otwierać przed wyborami drogi, baseny i hale sportowe, będą spijać śmietankę. Niezasłużoną” - uważa Fijołek.
Sab/Wpolityce.pl
