Polityka przymusowej antykoncepcji w amerykańskiej armii uderzy w lekarzy wojskowych, którzy nie będą mogli powołać się na sprzeciw sumienia – twierdzą przeciwnicy pomysłów Departamentu Obrony. - Wojsko powinno kłaść nacisk na dyscyplinę i właściwe zachowanie żołnierzy, gdyż od nich zależy życie innych, a nie zachęcać do ryzykowanych zachowań – tłumaczy działaczka organizacji Concerned Women,Wendy Wright. - Należy wycofać się z palmów przyjętych przez Pentagon – stwierdziła.
Portal Lifesitenews.com przytacza też wyniki brytyjskich badań, które opublikował magazyn "British Medical Journal". Wg nich wprowadzenie środków takich jak pigułka "dzień po" eufemistycznie nazywanych "antykoncepcją awaryjną" nie zmniejszyła liczby tzw. niechcianych ciąż, ale wprost przeciwnie – zwiększyła.
Często zdarza się, że kobiety biorą kilka pigułek poronnych w ciągu miesiąca – twierdzi "British Medical Journal". Twierdzą, że to dobry środek na wyeliminowanie problemu "niechcianej ciąży" bez rezygnowania z nieodpowiedzialnych kontaktów seksualnych.
"Atykoncepcja awaryjna" to nie jedyne novum w amerykańskiej armii po dojściu do władzy prezydenta Baracka Obamy. Niecały tydzień temu sekretarz obrony Robert Gates namawiał kongresmenów, by pozwolili zdeklarowanym homoseksualistom i lesbijkom służyć w armii. Jeszcze w trakcie kampanii wyborczej zniesienie tego zakazu obiecał środowiskom homoseksualnym Baracka Obama. Obecnie wśród żołnierzy panuje zasada "Don’t ask, don’t tell" (Nie pytaj, nie mów). Dowódca nie może ich zapytać o "orientację seksualną". Oni sami nie mogą jednak o niej mówić. Za złamanie tej zasady w ciągu kilkunastu lat wyrzucono z armii ok. 13 tys. homo-żołnierzy.
mm/Lifesitenews.com/Piotrskarga.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

