„Żeby było to jasne. Zamierzam walczyć o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Nie startuję w wyścigu by być drugim”- powiedział Cain tłumowi 15 tysięcy ludzi w Centennial Olympic Park kilka miesięcy temu. Wówczas mało kto brał jego słowa poważnie. Trzy miesiące temu Cain na wiecu perorował: "Głupcy rujnują Amerykę! Celem liberałów jest zniszczenie Ameryki". W wypowiedzi dla "Hotline on call" Herman Cain stwierdził ponadto, że Barack Obama nie jest patriotą. Obecny prezydent jest jednym z głównych wrogów Caina, który oskarża go o rugowanie wartości chrześcijańskich i promocję socjalizmu. Czarnoskóry polityk nie odpuścił nawet Obamie, gdy oskarżano prezydenta, że nie urodził się w USA (co uniemożliwia sprawowania funkcji prezydenta). Cain powiedział w wywiadzie dla "Bloomberg View", że prezydent Barack Obama został "wychowany w Kenii".
Kilka dni temu ten były właściciel sieci pizzeri zszokował „wrażliwych społecznie” Amerykanów, mówiąc, że protestujący ludzie na Wall Street sami są sobie winny straty pracy. Na dodatek ulubieniec Tea Party stwierdził, że tłum protestujących ma odwrócić uwagę od problemów administracji Obamy. „Dla mnie te demonstracje to jawny przejaw antykapitalizmu. Jeśli nie masz pracy i nie jesteś bogaty, nie wiń Wall Street i wielkich banków, wiń samego siebie”- powiedział Cain i dodał ,że: „jeśli komuś się nie udało, to nie jest niczyja wina. Dlatego nie rozumiem tych demonstracji”.
Cain, zwany „Herminatorem” potrafi trafnie punktować swoich rywali. Wykorzystał moment by uderzyć w Ricka Perrego, gdy „Washington Post" doniósł, że przy wjeździe na ranczo wynajmowane przez jego rodzinę przez lata znajdował się kamień z napisem „głowa czarnucha". Na dodatek potrafi on zagospodarować elektorat, który nie może zaakceptować faktu, że Mitt Romney jest mormonem zaś Perry sprawia wrażenie radykalnej wersji Georga W. Busha, który bez przerwy popełnia medialne gafy. Cain na ich tle robi wrażenie najbardziej wyważonego kandydata. Po dobrych występach w debatach zarówno sondaż Public Policy Polling oraz badania NBC/WSJ dają mu pierwszeństwo w wyścigu. Czarnoskóry polityk nie dość, że prezentuje bardzo wolnorynkowe stanowisko, co w czasach marazmu gospodarczego może przyciągnąć kochających wolność Amerykanów, to na dodatek ma jasne stanowisko w kwestiach aborcji. Cain jest przeciwnikiem aborcji i znanym działaczem ruchów pro-life. Oskarżał Planned Parenthood o defraudacje publicznych pieniędzy i powtórzył, za dr. Alvedą King, że organizacja ta “ uderza w czarnych”. Dodał również, że Planned Parenthood ( Zaplanowane Rodzicielstwo) powinno się nazywać Planned Genocide ( Zaplanowane ludobójstwo).
Herman Cain jest dokładną odwrotnością Baracka Obamy, który stracił całą swoją magię. Demokraci boją się, że w starciu z wolnorynowcami z prawicy, argumenty Obamy nie przekonają społeczeństwa, które coraz częściej wini za kryzys obce im idee lewicowego polityka. Teraz jednak demokraci stracili kolejną mocną kartę przetargową- kolor skóry. Obama może nie będzie musiał walczyć z białym politykiem. Głosy zawiedzonych murzynów mogą więc przejść na prawicowego „czarnego mesjasza”. Na dodatek nie ma co się bać o głosy „konserwatystów z Południa”, którzy mogą mieć jeszcze jakieś uprzedzenia rasowe. Nienawiść do Obamy spowoduje, że zagłosują oni na każdego jego kontrkandydata. Nie można zapominać, że to George W. Bush pierwszy wprowadził do swojej administracji tylu murzynów, czym złamał stereotyp, że prawica z południa wciąż żyje przesądami. Czy jednak Cainowi wystarczy siły by pokonać bardziej znanych konserwatystów, którzy mają większe doświadczenia w rozgrywkach partyjnych? Jeżeli Cain okaże się „Herminatorem” to nie powinien mieć z tym większych problemow. W końcu Obama również pojawił się niemal z nikąd na scenie politycznej.
Łukasz Adamski

