Tak przynajmniej twierdzi Lech Wałęsa. Jego zdaniem europejscy politycy w zbyt małym stopniu wspierają opozycję demokratyczną w tym komunistycznym państwie.
- Amerykanie chcą zachować Kubę jako muzeum marksizmu na wolnym powietrzu - stwierdził w Madrycie podczas zorganizowanej przez Instytut swojego imienia konferencji "Europa solidarna z Kubą" były prezydent Lech Wałęsa. Jego zdaniem zmiana systemu politycznego w tym kraju jest nieunikniona, zaś fakt, iż komunizm nie upadł tam wraz z murem berlińskiem jest "wprost niewiarygodny".
Od Wałęsy dostało się także europejskim politykom. Jego zdaniem są mało skuteczni w sprawie Kuby i interesują się jej losem głównie wtedy, gdy są w opozycji. Z drugiej strony, demokracja nie pozwala na zbytnią ingerencję w politykę innych państw, co częściowo, zdaniem byłego polityka, tłumaczy zachowanie Europy.
W konferencji zorganizowanej przez Instytut Lecha Wałęsy wzięli udział kubańscy dysydenci, a także eurodeputowani, posłowie do parlamentów Litwy, Polski i Portugalii oraz deputowani opozycyjnej hiszpańskiej Partii Ludowej. O sytuacji na Kubie znowu stało się głośno po śmierci, w wyniku trwającego 85 dni strajku głodowego, kubańskiego opozycjonisty Orlando Zapata Tamayo.
sks/wp.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

