"Ludzie mogą sadzić lasy, ogrodzenia budować, malować, teren sprzątać, kopać, wozić, nosić i tak dalej. I zatrudnimy wszystkich ludzi [...] Gdziekolwiek się udam, wcześniej pojedzie tam mój człowiek i publicznie zaprosi bezrobotnych na spotkanie ze mną. I nie daj Boże, żeby po 1 maja tacy ludzie się znaleźli…" - mówił 9 marca Aleksander Łukaszenka do białoruskiego rządu.
Prezydent Białorusi ma ambitny plan całkowitego wyeliminowania bezrobocia. Chce zrobić to jeszcze przed 1. maja. Wszyscy Białorusini zdolni do pracy mają pracować. Zdaniem prezydenta to tak naprawdę bardzo proste.
"Każdy przewodniczący komitetu okręgowego, szefowie administracji w miastach i powiatach, to wasze dzieło! Powinniście mieć listy tych nierobów, których trzeba było zmusić do pracy. A ludzi uczciwych nie trzeba było w ogóle ruszać, nie należy obrażać ludzi, zwłaszcza teraz" - grzmiał Łukaszenka.
Skąd w ogóle ten pomysł? Łukaszenka nałożył niedawno na bezrobotnych podatek w wysokości 800 złotych od osoby - zwany jest "podatkiem od pasożytnictwa". Z pomysłu musiał się jednak wycofać, bo Białorusią wstrząsnęły wielkie demonstracje i protesty. Teraz więc próbuje zrobić wszystko, by jakoś wyjść z twarzą z tej klęski.
kk/kresy24.pl
