Według raportu, który przedstawiła rządowi tamtejsza komisja historyczna, badająca przeszłość 462 dyplomatów, okazało się, że połowę placówek w Unii Europejskiej piastują byli agenci Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego (odpowiednika polskiej SB) lub pracownicy wojskowych służb wywiadu i kontrwywiadu. Podobnie, jak w przypadku placówki przy Stolicy Apostolskiej, jest z placówkami w Moskwie i w Tokio.
Bułgarski rząd zdecydował się na odwołanie tych spośród swoich dyplomatów, których nazwiska widnieją na przygotowanej liście agentów. Tamtejszy MSZ przeżywa dość spore zamieszanie związane ze skalą tych odwołań.
Należy przypomnieć, że wątek bułgarskich służb specjalnych pojawił się w kontekście zamachu na Jana Pawła II w 1981 roku. Obecny ambasador Bułgarii przy Stolicy Apostolskiej, Nikola Ivanov Kaludov, pracował na tej placówce zaledwie rok. 67-letni dyplomata dla bułgarskiego MSZ pracuje od 1979 roku. Na początku lat 80. ukończył Akademię Dyplomatyczną w Moskwie. Był ambasadorem swego kraju w Portugalii (1996-2000) i we Włoszech (2002-2007).
Bułgarska ustawa lustracyjna obowiązuje od 2006 roku. Nie wymaga ona jednak od byłych agentów rezygnacji z zajmowanych funkcji państwowych. Dopiero obecny kryzys związany z ambasadorami-agentami ożywił dyskusję w Bułgarii, by ustawowo zakazać im pełnienia najbardziej zaszczytnych z tych funkcji. Chodzi szczególnie o relacje Bułgarii z UE i NATO.
roja/Wiara.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

