Przepraszam za ironię, ale rzeczywiście mamy do czynienia ze swoistym polowaniem, nagonką na ludzi, którzy w sposób spokojny, stonowany, grzeczny, a nawet umiarkowany, nie boją się powiedzieć publicznie o swojej wierze i wynikających z tego konsekwencjach, nie wstydzą się swojego światopoglądu.
To nie jest nowa sytuacja. Mam takie poczucie déjà vu , bo przerabialiśmy to już, kiedy – nota bene doktor honoris causa KUL – Rocco Buttiglione przechodził przez czyściec w Parlamencie Europejskim osiem lat temu. Wtedy pięść PE była niestety skuteczna – Buttglione nie został komisarzem. Obawiam się, że podobnie skończy się przypadek przedstawiciela Malty.
W tej sytuacji warto podkreślić, że katolicy powinni znać na pamięć te wersety encyklik, które wyraźnie już od przeszło stu lat głoszą konieczość udziału katolików w życiu publicznym, w życiu społecznym, w życiu politycznym. Katolik nie może być katolikiem w domu i udawać, że nim nie jest w miejscu pracy. To byłby totalny absurd. Spychanie katolików do kruchty. Tego kiedyś chcieli komuniści, mam wrażenie, że podobne tendencje są w tej chwili w bardzo poprawnej politycznie, wręcz karykaturalnie poprawnej politycznie, Europie. I oczywiście, na to naszej zgody być nie może.
Rozm. Marta Brzezińska
