Redaktor Artur Grabek wypatrzył w dokumencie Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego aktora Mariusza Bulskiego, który zapewniał, że występował w „Solidarnych 2010” prywatnie. Dziennikarz insynuował, że odtwórca epizodycznych ról z seriali takich jak „Niania”, „Plebania” czy „M jak Miłość” miał otrzymać za swój występ w dokumencie honorarium, a także stawiał pod znakiem zapytania prawo aktorów do wypowiadania się w tego typu obrazach.
Postanowiliśmy pomóc dziennikarzom „Dziennika” i informujemy, że oprócz Mariusza Bulskiego odnaleźliśmy w „Solidarnych 2010” także dwie bardzo rozpoznawalne aktorki. To odtwórczyni jednej z głównych ról w serialu „Plebania”, Katarzyna Łaniewska oraz Ewa Talar z serialu „Dom”, czyli Halina Rowicka.
- Nie chcę być wulgarna, ale niech ci ludzie się odpieprzą. To podłe i obrzydliwe bełkoty – komentuje insynuacje „Dziennika” Katarzyna Łaniewska. - Wypowiadałam się w filmie „Solidarni 2010” jako osoba prywatna, przychodziłam tam trzy dni z rzędu, ponieważ widziałam tam kawałek prawdziwej Polski. Miałam prawo wypowiedzieć swoje zdanie i nie wolno mi go odbierać dlatego, że jestem aktorką – mówi.
Gospodyni z serialu „Plebania” uważa zarzut, jakoby film Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego był zmanipulowany, za absurdalny. - To, co zostało pokazane w filmie, to prawdziwy obraz. Krytycy twierdzą, że autorzy zmontowali go pod swoją tezę, ale ja powiedziałam dużo więcej, niż zostało pokazane i to dużo ostrzej. Gdyby dziennikarka "Gazety Wyborczej" przyszła tam w nocy to by zobaczyła, że takie były nastroje ludzi. Była tam ta druga strona, która nie ma wstępu do programów Tomasza Lisa – dodaje Łaniewska.
Także współtwórczyni filmu, Ewa Stankiewicz, dziwi się zarzutom "Dziennika". - Żadna z kilkuset osób, z którymi rozmawialiśmy - oprócz jednej rodziny lekarzy - nie została zapytana o zawód. Ci aktorzy, którzy wystąpili w filmie, byli częścią zgromadzenia, nie staraliśmy się wyszukiwać tam znanych twarzy. Częściowo sami do nas podchodzili, ponieważ chcieli podzielić się z nami swoimi emocjami. To, że są aktorami, nie wyklucza przecież prawa do wypowiedzenia swoich poglądów - tłumaczy w rozmowie z portalem Fronda.pl.
Po artykule "Dziennika" do demaskowania wypowiadających się w "Solidarnych 2010" przyłączyła się "Gazeta Wyborcza". I tak "rolnik spod Kościerzyny" okazał się radnym PiS. Podobnie jak my, dziennikarze wykryli (powołując się na występujących pod pseudonimami blogerów) także udział w dokumencie Haliny Rowickiej. Oczekujemy kolejnych sensacyjnych donosów.
Stefan Sękowski
Zobacz także:
Ewa Stankiewicz: boję się ksenofobów z salonu i ich języka miłości
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

