Poszło o tekst, jaki Wojewódzki z Lizutem napisali do „Newsweeka” i o okładkę, która nie spodobała się celebrycie. I dlatego napisał wielki list otwarty do Tomasza Lisa.
„Poprosiłeś Mikołaja Lizuta oraz mnie o artykuł do Newsweeka na temat chamstwa w mediach. Napisaliśmy go. Poprosiłeś nas o obecność na okładce. Nie budziło to mojego entuzjazmu ale zgodziliśmy sie. Poprosiłeś nas o sesję fotograficzną. Choc to strata czasu i energii, zgodziliśmy się” - zaczyna list Wojewódzki, a potem przechodzi do opisu rzeczy, na które się nie zgodził. „Następnie poprosiłes mnie o to, abym jednak był na okładce sam. NIE zgodziliśmy sie.
Sesja miała charakter chaotyczny i nieprofesjonalny a kreatywność Twoich ludzi polegała głównie na pokazywaniu nam okładek innych pism amerykańskich, które chcieliście skopiować. NIE zgodziliśmy się” - oznajmia Wojewódzki i przekonuje, że został okłamany. „Gdy opuszczałem studio fotograficzne, Twoi współpracownicy obiecali mi, że na okładce będziemy razem z Mikołajem, co dla nas miało istotne znaczenie, ze względu na start naszej wspólnej audycji w Rock Radiu. Okłamaliście nas” - przekonuje celebryta.
A potem przechodzi do ataku. „Tym samym potwierdziłes wszystkie negatywne opinie na swoj temat, które docierają do mnie od lat. Pogwałciłeś standardy nie tylko dziennikarskie ale po prostu koleżeńskie. Zwykłe, ludzkie. Fajnie Ci z tym?” - pyta Wojewódzki. I dodaje: „dla mnie przestałeś byc redaktorem naczelnym a stałeś się handlarzem. Małym handlarzem”. A kończy zarzutem chamstwa wobec Lisa. „Artukuł a chamstwie w mediach zyskał dodatkowy epilog oraz nowego bohatera. Ja, pisząc o medialnych chamach, zacząłem od siebie. Może teraz czas na Ciebie ? Czy w pogoni za sprzedażą naprawde warto dymać starych kolegów?”.
Cóż, komentować tego nie będziemy...
TPT/Facebook.com
