Uniemożliwienie Breivikowi kontaktu z innymi więźniami jest podyktowane między innymi troską o jego osobiste bezpieczeństwo. Jednak jak podkreśla Lippestad, norweskie władze będą wkrótce musiały zmierzyć się z problemem długotrwałego izolowania Andersa Breivika.

 

- Wiemy, że zbyt długa izolacja może być szkodliwa. Norwegia była już krytykowana przez Europejską Komisję do spraw Praw Człowieka za pojedyncze przypadki tego typu. Powinniśmy dbać o to, by był traktowany w należyty sposób. Ten problem w przyszłości musi być rozwiązany - przekonuje adwokat zamachowca.

 

Anders Breivik siedzi w celi składającej się z trzech niewielkich pomieszczeń. Dysponuje komputerem, ale bez odstępu do Internetu, telewizorem i radiem. Może również wysyłać i dostawać listy, choć jego korespondencja jest ograniczana, a czasem nawet cenzurowana. Może też się uczyć oraz trenować w małej salce gimnastycznej.

 

Kara 21 lat pozbawienia wolności, na którą Breivik został skazany, może być przedłużana, jeśli nadal będzie uważany za osobę stanowiącą zagrożenie dla społeczeństwa.

 

Czyżby mec. Geir Lippestad wierzył w zbrodnię bez kary? Niejeden szary Kowalski chciałby mieć takie warunki życia, jakie zagwarantowano Andersowi Breivikowi. Jeśli zamachowiec opuści izolatkę, co będzie stanowiło dla niego karę? Spokojne życie na koszt norweskiego podatnika? Można bowiem spodziewać się, że władze więzienne zapewnią mu stosowną ochronę, aby ze strony współwięźniów nic mu nie groziło...

 

AM/IAR/Wp.pl