Podczas wieczoru wyborczego, po szoku jaki wywołał fatalny wyniki SLD, Aleksander Kwaśniewski powiedział, że to mogły być ostatnie wybory, w których SLD przekroczył próg wyborczy. Skompromitowany Grzegorz Napieralski, który kiedyś chciał być polskim Zapatero ma więc już w grudniu odejść ze stanowiska szefa lewicy. Z ostatnich informacji wynika, że nowym szefem SLD może zostać Leszek Aleksandrzak, który ma poprowadzić partie do czerwcowego kongresu. Kim jest Aleksandrzak? A kto to wie? I to jest największy problem SLD. Wydaje się, że poza nim i Katarzyną Piekarską czy Jerzym Wenderlichem ,nikt istotny po lewej stronie nie chce być szefem partii. Wielu terenowych działaczy liczy więc na powrót Leszka Millera. Czy jednak w dzisiejszych czasach możliwe jest by poradził on sobie z odbudowaniem SLD? „Rzeczpospolita” pisze dziś, że sekretarzem partii może zostać, pamiętny z czasów potęgi Sojuszu, klasyczny aparatczyk Marek Dyduch. To chyba najlepiej pokazuje jak oderwane od rzeczywistości jest SLD, których czołowi działacze zdają się żyć mentalnie w latach 90-tych, gdy w mediach brylował przemądrzały Oleksy, nudny Nikolski czy butna „lwica lewicy” Jakubowska. Jednak  z drugiej strony trudno się postkomunistom dziwić. Leszek Miller jest zbyt inteligentnym politykiem by nie wiedzieć, że jego szanse na pozyskanie młodego elektoratu w konkurencji z Palikotem są niemal zerowe. Coraz trudniej Sojuszowi będzie również zabiegać o wyborcę roszczeniowego. Antyklerykałowie wolą głosować na partię, której twarzą jest naczelny „Faktów i Mitów” albo zastępca Jerzego Urbana. „Wykluczeni przez los”, którzy nie kierują się ideologią, pójdą zaś raczej z ścigającymi się w „solidaryzmie” PiS-em i PSL-em. Do tego dochodzi jeszcze „Solidarna Polska”, która również zdaje się iść drogą socjalną a nie liberalną. Gazeta.pl informowała niedawno ,że Janusz Palikot szykuje się do uderzenia w SLD. Na kilka dni przed konwencją zapowiedzianą na 10 grudnia zamierza wyprowadzić z tej partii dużą grupę radnych. Informacje te potwierdza „Wprost”.

 

„Garną się do nas w całej Polsce. Sam mam u siebie kolejkę chętnych”- przyznaje Robert Leszczyński, koordynator RP w Olsztynie. Jerzy Budzyn, który kilka dni temu złożył partyjną legitymację, rezygnując ze stanowiska wiceszefa warszawskiego SLD, twierdzi, że dla przyszłości Sojuszu kluczowa będzie konwencja 10 grudnia.  „Nie jest tajemnicą, że większość osób, o których mówi Budzyn, rozważa przejście do Ruchu Palikota.  „Zapewniam, że to nie są pojedyncze przypadki. Mam kontakt z ludźmi w całym kraju i wiem, że pukają do nas wszyscy, prezydenci miast, burmistrzowie, radni. W SLD czują się niepewnie. Dla nas to szansa na budowę klubów Ruchu Palikota w samorządach” – przyznaje Leszczyński. Lewicowy burmistrz warszawskiego Ursynowa Piotr Guział (kiedyś w SLD) potwierdza: - Mnóstwo ludzi dzwoni do mnie z pytaniami o Janusza Palikota. SLD czeka poważne osłabienie”- czytamy we „Wprost”.  Politycy i działacze SLD będą jednak na łasce Palikota, którego żołnierze już przekonują, że w ich partii nie wolno używać słowa „pedał”, co zdarza się podobno wśród ludzi z SLD. Nie wiadomo jednak czy odpłynięcie działaczy SLD wpłynie na jakość Ruchu Palikota, który pozostaje wciąż zbieraniną ludzi o najróżniejszych poglądach. Nie jest wykluczone, że doświadczony w bojach politycznych Leszek Miller w jakiś sposób zacznie przechytrzać Palikota. Może mu w tym pomóc Donald Tusk, któremu również nie musi zależeć na lewicowych awanturnikach, którzy będą go szantażować w zamian za poparcie poszczególnych ustaw. SLD jest jednak przewidywalną i w miarę rozsądną lewicą, która nie bawiła się do tej pory w zapateryzm. Wygłodniali postkomuniści to idealny partner dla premiera. Z drugiej strony Palikot jest potrzebny Tuskowi by szef rządu mógł odgrywać rolę centrowego mędrca, który jest głosem rozsądku w wojnie jaką będzie prowadzić ze sobą „Nie” i „Radio Maryja” uosobieni przez Palikota i Kaczyńskiego. Jednak w takim wypadku miejsca dla siebie może nie znaleźć anachroniczne SLD, które czeka teraz na swojego Mojżesza. Niestety czerwień morza, przez które przeprowadził komunistów Aleksander Kwaśniewski, ma dziś inny odcień. Może się więc okazać, że przez następne 4 lata będziemy mieli do czynienia z powolnym konaniem SLD i przeobrażeniem się tego ugrupowania z zombie. I nie będzie to "Świt żywych trupów". Będzie to ich zmierzch.

 

Łukasz Adamski