Z ostatniego sondażu TNS OBOP dla Gazety Wyborczej wynika, że na PO chce głosować 38% wyborców. To spadek o 16% w porównaniu z poprzednimi badaniami. Niestety wyborcy nie zdają się odpływać od PO do patii Kaczyńskiego, która w sondażu dostała 25% poparcia. Dzieje się coś czego wielu konserwatystów się obawia. Rozczarowani fatalnymi rządami Tuska wyborcy zaczynają spoglądać w stronę lewicy, która w sondażu zdobyła aż 19%. Rozróba rozwydrzonych chłystków i lewackich aktywistów na Krakowskim Przedmieściu pokazała, że lewica ma potencjalnych wyborców, którzy dziś głosują na partię Tuska w obawie przed powrotem PiS do władzy. Nie są to jednak tylko ludzie, którzy nigdy nie zagłosują na partię Kaczyńskiego. Ta część społeczeństwa, która marzy o legalizacji zabijania dzieci nienarodzonych i staruszków, dawania przywilejów „małżeństwom” homoseksualnym i wyrzucenia krzyża z miejsc publicznych, który dla nich jest dwoma kijkami z wiszącym trupkiem oraz przychylnie patrząca na okradanie ludzi z ich ciężko zarobionych pieniędzy i tak nie odda głosu na PiS, choćby w Polsce doszło do rewolucji jak w Egipcie. Jednak lewica może łatwo zwerbować również coraz bardziej sfrustrowaną i poturbowaną kryzysem młodzież, którą nie stać będzie na coraz droższe książki, benzynę czy inne „dobra”. Wtedy może zadziałać również tępy antyklerykalizm , którym zaraża się coraz więcej ludzi już będących armią prowadzoną przez medialnych kapłanów „postępu” i cywilizacji śmierci. Spora część umiarkowanych wyborców PO, może przenieść swoje głosy na lewicę przez sposób w jaki politykę prowadzi obecnie Jarosław Kaczyński i jednoznacznie kojarzenie jego partii ze środowiskiem Radia Maryja.
To, że prezes postawił wszystko na jedną kartę i nie potrafi powiększyć swojego elektoratu ponad ten żelazny jest już truizmem. Niejednokrotnie pisałem, że wysyłaniem nieodpowiednich ludzi do mediów, fatalną narracją, którą bezlitośnie wykorzystują tuskowe media czy nieprzemyślanymi wypowiedziami, Kaczyński skazuje swoją partię na bycie wieczną opozycją. Zresztą wczorajsza kuriozalna wypowiedź prezesa dla Radia Maryja idealnie buduje tę niechęć Polaków do jego formacji. „- Kilku członków naszej delegacji chciało pojechać pociągiem. I mogłyby gdyby przełożono głosowanie. Komorowski odmówił i nie przełożył. Od trzech do pięciu osób straciło życie, nie dlatego, ze on tak chciał, przecież nie wiedział, że będzie katastrofa, ale to coś obciążającego. To powoduje, że mam wobec tego człowieka stosunek trudny”- powiedział Kaczyński. Chyba nie potrzeba komentarza do tych bezsensownych słów, które może i utwierdzają w miłości do PiS-u żelazny elektorat, ale nie wpłyną na złamanie strachu wyborców Tuska przed awanturniczym „kaczyzmem”. Rację ma więc Rafał Ziemkiewicz pisząc, że: „Ten strach ma swoje podstawy. Ludziom może nie jest dobrze, ale też nie jest im tak znowu źle. Prawie każdy się jakoś ustawił, wymościł, kombinuje, coś załatwia… i nie chce, żeby istniejący porządek przewracać do góry nogami. A takie jest właśnie główne skojarzenie wizerunku PiS: faceci, którzy chcą wszystko rozpierdzielić do imentu. Oczywiście, można sobie wyobrazić coś, co sprawi, że ludzie niemający nic do stracenia i pragnący totalnej rozpierduchy staną się większością. Ale to wciąż mało prawdopodobne”
Cała polityka Kaczyńskiego od czasu minimalnie przegranych wyborów prezydenckich dowodzi jego nieskuteczności. Trudno polemizować z faktami choć można oczywiście wyznawać stalinowską zasadę, że jak są one przeciw nam to tym gorzej dla nich. Nie można zamykać oczu to fakt, że PiS przegrał wybory samorządowe ( i nie dlatego, że odeszło parę osób do PJN-u), nie może odrobić poparcia jakie miał Jarosław Kaczyński w lipcu zeszłego roku i w sondażach zaczyna zbliżać się do niego SLD. Jasne, że kolejny sondaż może pokazać inne wyniki Jednak tendencja do wzrostu poparcia dla lewicy jest widoczna. Myślę, że przy odpowiednim i charyzmatycznym liderze po lewej stornie, miejsce na podium za PO może się zmienić.
Partia Tuska nie przegra następnych wyborów parlamentarnych. Nie pozwolą na to media, które nawet przy rosnącym poparciu dla PiS-u ogłoszą potrzebę mobilizacji elektoratu przez „faszystami z pochodniami”. W 2005 roku PiS taką nawałę medialną mógł przełamać. Jednak wtedy była to zupełnie inna partia posługująca się innym językiem, który przyciągał ludzi z różnych środowisk. Zanosi się więc na PZPR-owską zmianę na szczytach władzy, która może polegać na odsunięciu Tuska od władzy i przejęcia jej przez ekipę, która skończy z „wypaczeniami polityki miłości”. A tymczasem lewica rośnie w siłę…
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

