Ujęcie, o którym pisze Mistewicz jest typowe dla dzisiejszego dziennikarstwa, które żeruje na taniej sensacji. Nie zdziwiło mnie więc pokazanie krwawiącego płk Przybyła. Widzieliśmy w telewizji gorsze obrazy. Jednak ujęcia te są następstwem bardziej przerażającego filmiku. Jeden z reporterów zostawił w pokoju, gdzie kilka sekund wcześniej była konferencja prasowa włączoną kamerę, która zarejestrowała jak wojskowy nerwowo krąży po pokoju czekając aż wszyscy żurnaliści z niego wyjdą. Następnie słyszymy przeładowanie pistoletu i strzał. Do pokoju wchodzą dziennikarze i inne osoby.


I właśnie ten moment jest najbardziej przerażający. Na filmiku widzimy jak reporterzy w pierwszym odruchu, w pośpiechu chwytają kamery by nakręcić krwawiące ciało płk. Wojska Polskiego. Dzięki temu mieli obrazu, o których pisze Mistewicz. Sam jestem dziennikarzem i rozumiem czym jest pogoń za newsem. Jednak ten obraz po ludzku mną wstrząsnął. Gdzie jest człowieczeństwo skoro instynktownie sięga się po kamerę a nie sprawdza się czy ranny potrzebuje pomocy? Gdzie zwykła ludzka empatia i troska o bliźniego?  Właśnie ten instynkt reportera jest zasmucający. Czy naprawdę pogoń za dobrym ujęciem jest aż tyle warta? Kiedyś miałem szansę zostać reporterem telewizyjnym. Jednak nie mogłem sobie wyobrazić pracy, która polega na podkładaniu pod nos ofiary tragedii mikrofonu. Oglądając film z pokoju płk. Przybyła cieszę się, że nie wyrobiłem w sobie takiego instynktu. Nie potępiam moich kolegów po fachu. Chodzi mi o to, że sytuacja doszła do tego, że od reportera wymaga się by w pracy zapominał o podstawowych cechach ludzkich.

 

Łukasz Adamski

 

Przeczytaj również:

 

Super Express bawi się pornografią śmierci

 

Prokurator postrzelił się na konferencji prasowej


Terlikowski: Tej próby samobójstwa nie da się zamieść pod dywan

 

Karnowski: Słowa prokuratora Przybyła to dzwonek alarmowy

 

Sumliński: Przekroczona została kolejna granica

 

Oświadczenie prokuratora Mikołaja Przybyła

 

Warzecha: To, że w samobójstwie fizycznie nikt nie pomaga, nie oznacza, że nikt do niego nie nakłaniał