Już we wtorek dojdzie do starcia wyborczego między Barackiem Obamą a Mittem Romney’em. W ogólnokrajowych sondażach obydwaj kandydaci remisują. Rozstrzygną tzw. swing states, czyli stany gdzie wynik wyborów nie jest pewny. Mitt Romney dokonał trudnej sztuki zrównania się w wyścigu z ulubieńcem mediów i salonów, który okazał się być fałszywym prorokiem zmiany. Niestety w jednej dziedzinie Obama osiągnął niebywały sukces. Żaden amerykański prezydent nie rozchwiał tak ducha Ameryki jak najbardziej lewicowy polityk urzędujący w Białym Domu.

 

Nie chcę się skupiać w tej chwili na polityce zagranicznej Baracka Obamy i wizji jaką prezentuje Mitt Romney. Odsyłam do analiz specjalistów od tej dziedziny, którzy w ostatnim czasie opublikowali wiele ważnych tekstów na ten temat. Niemniej jednak relacje między administracją Obamy a jego sojusznikami z Europy Wschodniej są na tyle letnie, że zwycięstwo grającego lękiem przed Putinem, Romneya jest na rękę również Polakom. Przynajmniej w werbalnej kwestii dobrze jest mieć po swojej stronie Biały Dom. Jutrzejsze wybory są jednak ważne nie tylko ze względu na międzynarodową politykę, bezpieczeństwo Europy Wschodniej, Izraela czy szeroko pojętej cywilizacji judeochrześcijańskiej. Jutrzejszego dnia wiele demonów będzie działać by do władzy nie doszedł przeciwnik aborcji, „małżeństw” homoseksualnych i innych lewicowych dogmatów. USA, mimo tego, że pęknięte na pół, są najbardziej chrześcijańskim krajem zachodniej cywilizacji. Ba, dziś amerykańska prawica straszy wyborców nihilistyczną i socjalistyczną Unią Europejską, którą  Amerykę chce rzekomo zamienić Obama. Amerykańscy konserwatyści nie tyle uderzają w Europę, ile w idee, która stoi za walczącą z chrześcijańskimi symbolami Zjednoczoną Europą. Nic dziwnego, że niemal 90 proc. Europejczyków popiera Obamę.

 

Odsunięcie od władzy w USA totalnego szkodnika jest ważne nie tylko ze względów pijarowych. Obama poza Białym Domem oznacza cofnięcie ekspansji kultury śmierci. A to może w najbliższych latach ( prezydent nie może prawnie zakazać aborcji) doprowadzić od odwrócenia trendu, który lansuje Obama. Nie zapominajmy, że Barack Obama popiera nawet aborcję przez częściowe urodzenie, która jest najbardziej barbarzyńską formą zabijania dzieci. Choćby z tego powodu należy się modlić by prorok cywilizacji śmierci znikł z Waszyngtonu. Świat potrzebuje twardego, chrześcijańskiego ( wolę już sekciarza mormona niż antychrześcijańskie „chrześcijaństwo” Obamy) przywódcę. Obama nim nigdy nie będzie.

 

Łukasz Adamski